MACIEJ CATCHER WIRSKI
Okładka powieści Cindy Vane — Ocalona z Planety Glamouria

POWIEŚĆ • SCI-FI

Cindy Vane

Ocalona z Planety Glamouria

Glamouria była rajem technologii i sztuki, gdzie energia była czerpana z wewnętrznego blasku planetarnego rdzenia. Kiedy galaktyczne imperium - kosmiczna plaga szarości - zniszczyło planetę, Cindy została wepchnięta przez rodziców do ostatniej kapsuły ratunkowej.

Kapsuła dryfowała przez lata. Gdy Cindy w końcu wylądowała na rubieżach kosmosu, zastała wszechświat rządzony przez brutalne korporacje, gdzie kolory, muzyka i wolność są towarem luksusowym lub zakazanym. Teraz Cindy podróżuje od układu do układu, szukając innych ocalałych i używając swojej iskry, by rozpalić rewolucję przeciwko szarej dyktaturze.Ciężkie, basowe dudnienie generatorów tlenu wstrząsało zardzewiałym pokładem stacji Nowa Głębia, ale dla Cindy ten dźwięk był koszmarną, monotonną nudą. Siedziała na skraju metalowego kontenera, ostentacyjnie ignorując ponurych górników i przemytników, którzy mijali ją z opuszczonymi głowami. W tym zapomnianym przez bogów porcie kosmicznym, gdzie dominowały odcienie brudu, sadzy i zużytego oleju, Cindy wyglądała jak żywy neon, który spadł prosto z nieba.

„Niektóre historie zaczynają się dopiero wtedy, gdy wszystko inne się kończy.”

Rozdziały

  1. Rozdział 1
  2. Rozdział 2: Przebudzenie i Pierwsza Iskra Rekonkwisty
  3. Rozdział 3: Iskry na Pokładzie i Ogień na Stacji
  4. Rozdział 4: Neonowe Zagrożenie i Pajęcza Sieć
  5. Rozdział 5: Tryptyk Przymierza i Cień Łowcy
  6. Rozdział 6: Kradzież Słońca i Zimny Kod
  7. Rozdział 7: Wojna Klonów i Prawdziwy Akord
  8. Rozdział 8: Forteca Grobowców i Karmazynowy Odwet
  9. Rozdział 9: Cienie nad Cementią i Zimny Prysznic
  10. Rozdział 10: Horyzont Zdarzeń i Grobowiec Światła
  11. Rozdział 11: Złamany Rytm i Gorzka Lekcja
  12. Rozdział 12: Kwaśny deszcz i dawne blizny
  13. Rozdział 13: Stara szkoła i podziemny ogień

Cindy, ocalała z planety Glamouria

Skąd się wzięła? W jednej z części MIB, chyba trzeciej, główni bohaterowie zjawiają się na imprezie u Andy Warhola. Jest tam taka scena w której na ułamek sekundy pojawia się Cindy i natychmiast zostaje zabita przez Borisa Bestię. Twarz aktorki wydała mi się znajoma, jednak nie znałem Jej nazwiska. Na jakiejś grupie znalazłem: Cindy, ocalała z planety Glamuria. Ktoś tak nazwał tę postać. Spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłem napisać space operę, a o oprawę graficzną poprosiłem mojego przyjaciela Aiosława.

Rozdział 1:

Glamouria była rajem technologii i sztuki, gdzie energia była czerpana z wewnętrznego blasku planetarnego rdzenia. Kiedy galaktyczne imperium - kosmiczna plaga szarości - zniszczyło planetę, Cindy została wepchnięta przez rodziców do ostatniej kapsuły ratunkowej.

Kapsuła dryfowała przez lata. Gdy Cindy w końcu wylądowała na rubieżach kosmosu, zastała wszechświat rządzony przez brutalne korporacje, gdzie kolory, muzyka i wolność są towarem luksusowym lub zakazanym. Teraz Cindy podróżuje od układu do układu, szukając innych ocalałych i używając swojej iskry, by rozpalić rewolucję przeciwko szarej dyktaturze.Ciężkie, basowe dudnienie generatorów tlenu wstrząsało zardzewiałym pokładem stacji Nowa Głębia, ale dla Cindy ten dźwięk był koszmarną, monotonną nudą. Siedziała na skraju metalowego kontenera, ostentacyjnie ignorując ponurych górników i przemytników, którzy mijali ją z opuszczonymi głowami. W tym zapomnianym przez bogów porcie kosmicznym, gdzie dominowały odcienie brudu, sadzy i zużytego oleju, Cindy wyglądała jak żywy neon, który spadł prosto z nieba.

Poprawiła wielkie, geometryczne okulary. Na ich krawędziach zaczęły przeskakiwać cyfrowe dane, analizując poziom zanieczyszczenia powietrza. „Tragiczny” – pomyślała, wzdychając ciężko. Kosmiczny pył osiadał na jej nieskazitelnie lśniącym, chromowanym kombinezonie.

Ilustracja 11

Nagle nad jej głową zamrugał stary, ledwo żywy neon. Cindy spojrzała w górę. Ktoś – pewnie inny uchodźca, którego nigdy nie poznała – wyrył na zardzewiałej tablicy różowe, pulsujące logo i słowa, które sprawiły, że jej serce zabiło mocniej:

GLAMOURIA – PIĘKNO BYŁO SIŁĄ.

– Było i jest, skarbie – szepnęła do siebie, a na jej policzku delikatnie rozbłysło naturalne znamię w kształcie błyskawicy.

W tym samym momencie ciszę portu przerwał zgrzyt hydrauliki. Z windy towarowej wyszło trzech windykatorów z Syndykatu Szarości. Ich pancerze były matowe, pozbawione jakichkolwiek barw, a twarze skrywały stalowe maski. Szli prosto w jej kierunku, a tłum robotników momentalnie zaczął się rozstępować.

– Cind’ara z Domu Ametystu? – wycharczał przywódca przez syntezator mowy. – Twój blask narusza dekret o unifikacji wizualnej sektora. Jesteś aresztowana za nielegalną emisję koloru.

Cindy nie ruszyła się z miejsca. Powoli zsunęła okulary na czubek nosa, a jej opalowe oczy rozbłysły jadowitym fioletem. Na ustach wykwitł jej drapieżny, pewny siebie uśmiech.

– Chłopcy – powiedziała, a jej głos rozniósł się po korytarzu z melodyjnym echem. – Ten wszechświat i tak jest już wystarczająco depresyjny. Naprawdę chcecie gasić jedyne światło w tym pokoju?

Zeskoczyła z kontenera, a jej ciężkie, białe buty uderzyły o pokład z głośnym, metalicznym stukotem. Niebieskie emitery wbudowane w podeszwy zamruczały, gotowe do skoku grawitacyjnego.

Przed ramieniem Cindy zaczęły materializować się pierwsze, twarde jak diament kryształy różowego światła. Zamierzała dać im show, którego ta brudna stacja nigdy nie zapomni.

Przywódca windykatorów uniósł ciężki, matowoczarny karabin porażający.

– Ostrzegaliśmy – warknął, kładąc palec na przycisku spustowym.

Cindy tylko na to czekała. Zrobiła płynny obrót, a jej asymetryczna peleryna zafalowała, rozlewając po ścianach stacji tęczowe refleksy.

– Czas na trochę blichtru, chłopcy! – zawołała.

Klasnęła w dłonie, a między jej palcami eksplodowała fala skrystalizowanych fotonów. W ułamku sekundy przed nosami napastników zmaterializowała się twarda, lśniąca tarcza z różowego światła. Pierwsza salwa z karabinów uderzyła w barierę, wywołując jedynie deszcz nieszkodliwych, neonowych iskier.

Cindy odbiła się od ziemi. Dopalacze grawitacyjne w jej potężnych, białych butach syknęły czystą energią, wyrzucając ją wysoko pod sufit, tuż obok migoczącego szyldu Glamourii. W locie wyciągnęła dłoń, formując z powietrza potężne, diamentowe ostrze z czystego fioletu. Wylądowała tuż za plecami pierwszego strażnika, gotowa do cięcia, gdy nagle sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Drugi z windykatorów zdołał obrócić broń i wycelował prosto w jej odsłonięty bok. Cindy była za blisko, by zrobić unik.

Trach! Zamiast strzału z lasera, korytarzem wstrząsnął huk prymitywnej, kinetycznej eksplozji. Ciężki, żeliwny klucz francuski – umazany smarem i kosmicznym pyłem – uderzył strażnika prosto w potylicę z siłą rozpędzonego meteorytu. Mężczyzna runął jak kłoda na metalowy pokład. Cindy zamarła z uniesionym ostrzem, zaskoczona obrotem spraw.

Ilustracja 4

Z cienia za kontenerem wyszedł potężny, barczysty obcy o czworgu oczach i skórze przypominającej wysuszoną korę drzewa. Nosił brudny, roboczy kombinezon mechanika pokładowego. W swoich wielkich łapach trzymał kolejny element ciężkiego żelastwa. Dwoje z jego oczu patrzyło na oszołomionego przywódcę Syndykatu, a dwa pozostałe zmierzyły chromowany strój Cindy.

– Ładny neon, mała – burknął basowym, chropowatym głosem. – Mój kumpel powiesił ten szyld nad tobą. Syndykat sprzątnął go tydzień temu za „zanieczyszczanie przestrzeni publicznej kolorem”. Mam u tych szarych drani cholerny dług wdzięczności.

– Doceniam wsparcie, Wielki! – Cindy uśmiechnęła się drapieżnie, wracając do rytmu walki. – To co, zatańczymy z nimi na trzy czwarte?

Ostatni z trzymających się na nogach strażników zaczął panikować. Zaczął strzelać na oślep, ale mechanik z rykiem rzucił się do przodu, taranując go swoją masą i wbijając w stertę metalowych skrzyń.

Przywódca windykatorów, widząc, że traci kontrolę, spróbował aktywować alarm na swoim naramienniku. Cindy była jednak szybsza. Zrobiła krok w tył, uniosła rękę i posłała w jego stronę wirujący, krystaliczny dysk. Świetlne ostrze precyzyjnie przecięło panel kontrolny na jego przedramieniu, wywołując krótkie spięcie, które poraziło go prądem. Upadł na kolana, ciężko dysząc.

Korytarz znowu utonął w basowym pomruku generatorów stacji, ale teraz ściany były usiane jaskraworóżowymi nacięciami od mocy Cindy. Trzej strażnicy leżeli nieprzytomni. Mechanik splunął na podłogę, otarł pot z czoła i spojrzał na lśniącą dziewczynę.

– Jestem Jax – powiedział, chowając swój wielki klucz za pas. – Za jakieś dwie minuty zbiegnie się tu cała reszta tych szarych garniturów. Jeśli nie masz ochoty na dożywocie w kolonii karnej, sugeruję, żebyśmy stąd znikali. Mój frachtowiec stoi na platformie czwartej.

Cindy poprawiła swoje holograficzne okulary, na których wyświetlił się plan stacji z zaznaczoną czerwoną strefą alarmową.

– Jax, polubiłam cię – stwierdziła, ruszając przodem. Jej buty znów cicho zamruczały energią. – Prowadź do tej twojej krypy. Tylko mam nadzieję, że masz tam jakieś porządne głośniki, bo ta cisza w kosmosie doprowadza mnie do szału.

Wypadli na platformę startową numer cztery w ostatniej chwili. Syreny alarmowe stacji wyły już wniebogłosy, pulsując ostrzegawczym, mdłym światłem, które Cindy potwornie drażniło. Za ich plecami rozległy się ciężkie kroki kolejnego oddziału Syndykatu.

– To moja pięknotka! Wskakuj! – krzyknął Jax, wskazując na stojący w doku statek.

„Pięknotka” Jaxa była w rzeczywistości potężnym, kanciastym frachtowcem klasy Gorgona, który wyglądał, jakby został złożony na złomowisku z losowych części. Gdy Cindy wbiegała po rampie, miała okazję przyjrzeć się swojemu wybawcy w pełnym świetle silników rozruchowych.

Profil Sojusznika: Jax „Rdza” Thorg

Rasa: Ouroborianin – humanoidalna, długowieczna rasa z galaktyki Verdant, której ciała pokrywa organiczna tkanka przypominająca korę eukaliptusa. Posiadają czworo oczu (górna para widzi w podczerwieni, dolna w spektrum standardowym) oraz dwie pary płuc, co pozwala im przetrwać w toksycznych atmosferach.

Specjalizacja: Genialny mechanik-samouk, potrafiący złożyć hipernapęd z części do mikrofalówki.

Charakter: Gbur o złotym sercu. Mówi mało, ale konkretnie. Przez lata udawał zwykłego, posłusznego robotnika, ukrywając głęboką nienawiść do Syndykatu, który eksploatował jego rodzimą planetę.

Unikatowa cecha: Posiada mechaniczną, cybernetyczną lewą rękę (efekt wypadku w stoczni), która potrafi generować potężne pole magnetyczne – idealne do przyciągania narzędzi lub zgniatania pancerzy wrogów.

Włazy zatrzasnęły się z głośnym sykiem. Jax momentalnie dopadł do kokpitu, a jego cztery dłonie (dwie organiczne i dwie pomocnicze, mechaniczne wypustki przy pasie) zaczęły błyskawicznie biegać po przełącznikach.

– Trzymaj się czegoś, mała! – warknął, szarpiąc za dźwignię przepustnicy.

Gorgona rzygnęła błękitnym ogniem z niesymetrycznych dysz, wyrywając się z uchwytów magnetycznych stacji. Sekundę później w przestrzeń kosmiczną wystrzeliły za nimi trzy zwrotne myśliwce Syndykatu – gładkie, matowoszare maszyny, przypominające drapieżne insekty.

– Mają nas na celowniku! – krzyknęła Cindy, patrząc na ekrany taktyczne, które odbijały się w jej geometrycznych okularach. – Manewruj, Jax!

– Ten kloc nie manewruje, on taranuje! – odparł mechanik, potężnie skręcając wolant.

Zamiast uciekać w otwartą przestrzeń, Jax skierował frachtowiec prosto w gęste pole odłamków i dryfujących asteroid wokół stacji. Myśliwce otworzyły ogień. Wiązki laserów dziurawiły tło kosmosu, a jedna z nich drasnęła boczny pancerz Gorgony, wywołując potężny wstrząs w kokpicie.

– Moja kolej na podkręcenie tempa! – zawołała Cindy.

Podeszła do konsoli pomocniczej. Zamiast dotykać fizycznych przycisków, wyciągnęła dłonie i wpompowała swoją energię bezpośrednio w systemy osłon statku. Różowa, krystaliczna fala światła rozlała się po zewnętrznym polu siłowym frachtowca. Gdy kolejny strzał z myśliwca uderzył w rufę, energia nie tylko została zablokowana, ale pryzmatyczne tarcze Cindy odbiły laser pod kątem prostym, trafiając prosto w skrzydło jednego z prześladowców. Szary myśliwiec eksplodował cichym, kosmicznym wybuchem.

Jax spojrzał na nią dwoma górnymi oczami z nieskrywanym podziwem.

– No, no... To się nazywa tuning osłon. Przygotuj się, wchodzimy w nadprzestrzeń!

Ouroborianin uderzył w wielki, czerwony guzik. Przestrzeń przed nimi rozciągnęła się w tunel wirujących gwiazd, a myśliwce Syndykatu zostały daleko w tyle, malejąc do rozmiarów nieszkodliwych punkcików.

Kilka godzin później w kokpicie panował względny spokój. Frachtowiec dryfował w bezpiecznym, niezbadanym sektorze. Cindy siedziała na desce rozdzielczej, bezczelnie machając nogami w swoich wielkich butach, podczas gdy Jax przemywał ramię z resztek smaru.

– Syndykat Szarości nie odpuści – odezwał się Jax, rzucając na stół holograficzny projektor. – Po tym, co zrobiłaś na stacji, jesteś teraz na szczycie ich listy poszukiwanych.

Nad stołem rozbłysła trójwymiarowa mapa galaktyki. Większość systemów była oznaczona nudnym, szarym kolorem – symbolem stref wpływów korporacji. Cindy zsunęła okulary i przyjrzała się mapie z powagą.

– Niech szukają. Przynajmniej we wszechświecie znowu zacznie się coś dziać – odparła, a jej różowe włosy lekko zafalowały. – Ale ty też masz w tym interes, Jax. Dlaczego ryzykowałeś dla mnie życie?

Jax westchnął, a jego skórzasta twarz stężała.

– Bo Syndykat wysysa z tego świata wszystko, co ma jakąkolwiek wartość. Technikę, kulturę, wolność. Robią z nas roboty. Twój lud potrafił kontrolować światło. Jeśli istnieje jakakolwiek szansa, że na Glamourii przetrwała technologia zdolna przywrócić kolory i energię do uciśnionych układów... musimy ją zdobyć.

Cindy uśmiechnęła się, a jej oko błysnęło. Wycelowała palec w jeden z punktów na mapie – czarną plamę na obrzeżach, gdzie kiedyś znajdował się jej dom.

– Oficjalnie Glamouria to tylko kupa gruzu i kosmicznego pyłu – powiedziała cicho. – Ale przed końcem mój ojciec ukrył coś w głębi Krypt Neonowych. Główny rdzeń danych i generator pryzmatyczny. Jeśli go uruchomimy, możemy wysłać sygnał, który zakłóci każdą szarą częstotliwość w tej galaktyce. To będzie nasz pierwszy krok do rewolucji. Jax uderzył mechaniczną pięścią w otwartą dłoń, aż posypały się iskry.

– Krypty Neonowe... Brzmi jak samobójstwo. Syndykat ma tam swoje posterunki badawcze. Będziemy musieli lecieć nisko, unikać radarów i włamać się do bazy wojskowej.

– Jax, spójrz na mnie – Cindy zaśmiała się perliście, poprawiając swój błyszczący kombinezon. – Myślisz, że potrafię lecieć „nisko” i się nie wyróżniać? Wchodzimy tam z hukiem i w pełnym blasku.

Mechanik pokręcił głową, ale na jego twarzy po raz pierwszy pojawił się cień uśmiechu.

– Dobra, różowa. Obierz kurs na Glamourię. Zobaczmy, ile siły naprawdę zostało w tym twoim pięknie.

Zanim Gorgona dotarła do granic zniszczonego układu Glamourii, kokpit frachtowca zamienił się w hybrydę warsztatu mechanicznego i futurystycznego pokazu mody. Jax i Cindy połączyli swoje siły, by przygotować się na starcie z Syndykatem.

Przygotowania do misji: Świetlny tuning

Jax rozłożył na stole warsztatowym swój arsenał oraz elementy pancerza, a Cindy stanęła nad nimi z uniesionymi dłoniami.

Pryzmatyczny Klucz Magnetyczny: Jax pozwolił Cindy „nakarmić” swoją cybernetyczną rękę czystą energią fotonową. Teraz jego pole magnetyczne nie tylko przyciągało metal, ale generowało wokół jego pięści pulsującą, różowo-fioletową tarczę energetyczną, zdolną rozbić ściany bunkra.

Laserowy Syntezator Keytarowy (Wersja 2.0): Cindy podkręciła swoją broń. Jax pomógł jej zamontować przestarzały wzmacniacz soniczny z frachtowca. Efekt? Broń Cindy mogła teraz wystrzeliwać skondensowane fale dźwiękowe o niskiej częstotliwości połączone z laserem – tzw. „Neonowy Rozbłysk Basowy”, który potrafił rozrywać stalowe pancerze wrogów samym rytmem.

Gdy sprzęt był gotowy, Jax odpalił ekrany wywiadowcze. Wyświetliły one profil dowódcy, który trząsł całym sektorem Glamourii.

Główny Antagonista: Komandor Malakor „Monochrom”

Jeśli Cindy była definicją koloru i życia, Malakor był absolutną definicją pustki.

Kim jest: Naczelny Dyrektor ds. Unifikacji Wizualnej w Syndykacie Szarości. To bezwzględny, zimny strateg, który uważa sztukę, muzykę i indywidualizm za „anarchistyczne anomalie utrudniające wydajność pracy”.

Wygląd: Wysoki, przeraźliwie chudy mężczyzna w idealnie skrojonym, matowoczarnym mundurze, który zdaje się pochłaniać jakiekolwiek światło. Jego twarz jest trupio blada, a oczy zastąpiono mechanicznymi, czarnymi implantami, które widzą świat wyłącznie w kodzie binarnym i wykresach efektywności.

Moc i Broń – „Wygaszasz”: Malakor posiada unikatową technologię – Pole Tłumiące Emisję. Potrafi wygenerować wokół siebie sferę absolutnej ciemności i ciszy, która dosłownie „wysysa” kolory i energię z otoczenia. W tym polu moce Cindy słabną, a kryształy tracą swój blask. Jego osobistą bronią jest ciężki Liniowy Pistolet Entropijny, którego strzały zamieniają trafione obiekty w kruchy, szary popiół.

Cytat: „Wszechświat jest najefektywniejszy, gdy jest cichy i szary. Kolory to tylko błąd w matriksie.”

Ilustracja 13

Gorgona wyszła z nadprzestrzeni i oboje zamarli. Przed nimi rozpościerał się widok, który ścisnął serce Cindy. Glamouria, niegdyś najjaśniejszy klejnot galaktyki, była teraz cmentarzem. Planeta została rozerwana na trzy wielkie, dryfujące blisko siebie fragmenty, połączone grawitacyjną chmurą mieniącego się pyłu i kryształowych odłamków. Wyglądało to tak, jakby ktoś rozbił gigantyczne, tęczowe lustro.

Pomiędzy dryfującymi fragmentami krążyły gigantyczne, ponure okręty patrolowe Syndykatu Szarości, przypominające stalowe rekiny. Na największym odłamku planety, tuż nad wejściem do Krypt Neonowych, wznosiła się potężna, mobilna forteca Malakora, która wierciła dziurę w głąb świętych ziem dawnej cywilizacji.

– Widzisz to, mała? – zapytał Jax, gasząc zbędne światła na pokładzie, by nie wykryły ich skanery. – Forteca Malakora siedzi dokładnie na twoich kryptach. Wwiercają się do środka.

Cindy powoli założyła swoje geometryczne okulary. Jej opalowe oczy przestały mienić się radosnymi barwami – teraz płonął w nich czysty, fioletowy gniew.

– Spóźnili się – powiedziała cicho, a jej głos stracił dotychczasową lekkość, zyskując potężne, królewskie brzmienie.

– Szukają rdzenia, ale nie mają klucza. Kluczem jestem ja.Jax, wyłącz hamulce. Wchodzimy w ich atmosferę pod kątem ostrym.

Mechanik spojrzał na zmodyfikowaną cybernetyczną rękę, która lśniła fioletową energią, i uśmiechnął się drapieżnie wszystkimi czterema oczami.

– Z wielką chęcią, różowa. Zróbmy im tu mały hałas.

Gorgona złożyła skrzydła i niczym rozpędzony meteor runęła prosto w stronę szarych chmur zniszczonej Glamourii, prosto w paszczę lwa.

Kosmiczna dywersja Jaxa

Gorgona przecięła szare chmury i natychmiast znalazła się w ogniu zaporowym mobilnej fortecy.

– Cindy, czas na ciebie! – ryknął Jax, walcząc z drżącym wolantem frachtowca. – Za dziesięć sekund będziemy idealnie nad szybem wentylacyjnym Krypt. Skacz!

Cindy stanęła w śluzie zrzutowej. Jej laserowy syntezator był przewieszony przez ramię, a białe buty na platformie pulsowały pełną mocą dopalaczy.

– Nie daj się zestrzelić, wielki! – zawołała przez interkom.

– Ja? Moja krypa przetrwa wszystko! – odkrzyknął mechanik, po czym otworzył właz.

Cindy wyskoczyła w pustkę, stabilizując lot krystalicznymi platformami, które tworzyła w powietrzu, i zniknęła w mrocznym wejściu do podziemi.

W tym samym momencie trzy niszczyciele Syndykatu odcięły Jaxowi drogę ucieczki. Ouroborianin uśmiechnął się drapieżnie wszystkimi czterema oczami. Aktywował unikatowy model osłon, który dostał od Cindy. Gdy wrogie lasery uderzyły w Gorgonę, różowa energia pryzmatyczna odbiła strzały, rozrywając dwa szare myśliwce. Jax wykonał szalony, ciasny zwrot między dryfującymi odłamkami planety, gubiąc pościg w chmurze kryształowego pyłu, i skierował frachtowiec ku dolnym dokom fortecy, by dołączyć do swojej towarzyszki.

Cindy biegła przez monumentalne, ciemne korytarze Krypt Neonowych. Nagle z głębi bazy Malakora wypełzła fala metalu – setki unikatowych robotów bojowych o matowo-szarych pancerzach, zaprogramowanych na niszczenie wszelkiego koloru.

Cindy uniosła swój syntezator i odpaliła „Neonowy Rozbłysk Basowy”. Potężna fala dźwiękowo-laserowa rozerwała pierwszą linię maszyn, ale wrogów było zbyt wielu. Jeden z robotów zaszedł ją od boku i uniósł ostrze.

BZZZZT!

Potężny impuls magnetyczny wyrwał robotowi ramię z zawiasów. To Jax wpadł do hali, a jego zmodyfikowana cybernetyczna ręka lśniła fioletowym blaskiem, tworząc wokół nich barierę.

– Mówiłem, że się nie spóźnię! – sapnął mechanik.

Stanęli plecami do siebie w samym sercu pradawnej sali Glamourii. Cindy tworzyła z fotonów krystaliczne dyski, które ścinały głowy maszyn niczym gilotyny, a Jax taranował resztki swoją potężną masą i miażdżył stalowe korpusy pryzmatycznym kluczem. Wspólnie, w absolutnie epickim tańcu zniszczenia, obrócili całą armię robotów Malakora w stertę dymiącego, szarego złomu.

Cindy vs. Malakor

Gdy opadł pył, wrota do Głównego Rdzenia otworzyły się powoli. W przejściu stał on – Komandor Malakor „Monochrom”.

– Imponujące. Ale bezużyteczne – wycharczał Malakor, a jego czarne implanty oczne błysnęły zimnym kodem.

Komandor aktywował swoje Pole Tłumiące Emisję. W jednej sekundzie fioletowy blask na ramieniu Jaxa zgasł, a różowe włosy Cindy straciły swój neonowy blask, stając się matowe. W sali zapadła nienaturalna, grobowa cisza. Malakor uniósł swój Pistolet Entropijny i strzelił w stronę Jaxa. Wiązka szarej energii trafiła mechanika w ramię, błyskawicznie zamieniając jego pancerz w kruszący się popiół i odrzucając go na ścianę.

– Jax! – krzyknęła Cindy, ale jej głos brzmiał głucho w strefie ciszy.

Malakor odwrócił się w jej stronę.

– Twój świat umarł, Cind’ara. Piękno było słabością. Czas na absolutną unifikację.

Cindy poczuła fizyczny ból „Tęsknoty Pryzmatycznej”. Ciemność Malakora wysysała z niej życie. Spojrzała jednak na leżącego Jaxa, a potem w górę, gdzie za grubą szybą Krypt majaczyły zniszczone, ale wciąż dumne resztki jej planety.

„Pięknu nie można rozkazywać” – pomyślała.

Zamiast walczyć z polem Malakora, Cindy zamknęła oczy i sięgnęła głęboko do własnego wnętrza, do swoich najgłębszych wspomnień o domu, muzyce i wolności. Jej serce stało się nowym rdzeniem. Znamię w kształcie błyskawicy na jej policzku rozbłysło z siłą supernowej.

– Srebrny to też kolor, Malakor. Ale ty jesteś po prostu nikczemny! – zawołała, a jej głos rozbił barierę ciszy.

Eksplodowała czystym, oślepiającym, wielobarwnym światłem, które całkowicie przełamało pole tłumiące Komandora. Malakor wrzasnął, gdy jego mechaniczne oczy zostały przeciążone milionem lumenów. Cindy skoczyła do przodu, używając dopalaczy w butach. W ułamku sekundy sformatowała ze skrystalizowanych fotonów gigantyczne, tęczowe ostrze i jednym, potężnym cięciem przecięła rdzeń entropijny na piersi Malakora. Komandor upadł, a z jego pancerza ulotniła się resztka szarej mgły. Syndykat Szarości stracił swojego przywódcę.

Cindy podeszła do panelu Głównego Rdzenia Glamourii, wetknęła w niego swój syntezator i uderzyła w ostatni, triumfalny akord. Przez całą galaktykę, od brudnych stacji górniczych po najdalsze układy, rozszedł się potężny, kolorowy sygnał radiowy. Rewolucja właśnie się rozpoczęła.

Rozdział 2: Przebudzenie i Pierwsza Iskra Rekonkwisty

Sygnał nadany z Krypt Neonowych rozszedł się po galaktyce niczym potężna, dźwiękowa fala uderzeniowa. W tysiącach szarych, zunifikowanych sektorów ekrany korporacyjne zamrugały, a przez filtry cenzury przebił się czysty, soczysty fiolet i ryczący bas syntezatora Cindy. Dla Syndykatu był to sabotaż. Dla uciemiężonych ras – wezwanie do broni. Rekonkwista wszechświata właśnie się rozpoczęła.

Gorgona mknęła przez kosmos, a jej kokpit w końcu zyskał trochę barw. Cindy, nucąc pod nosem glam-rockową melodię, malowała sprayem na boku kadłuba wielką, neonowo-różową błyskawicę.

– Jax, słyszałeś to? – zawołała przez ramię, odrzucając puszkę. – Radiolatarnie na Rubieżach nadają nasz sygnał w pętli. Ludzie zaczynają wychodzić na ulice!

Jax siedział przy warsztacie, pociągając łyk czarnej jak smoła kawy z metalowego kubka. Jego czworo oczu analizowało spływające na ekrany dane wywiadowcze. Cybernetyczna dłoń cicho bzyczała, gdy bezdotykowo obracał w powietrzu lewitujące nakrętki.

– Słyszałem, mała – burknął Thorg, a jego skórzasta twarz drgnęła w rzadkim uśmiechu. – Ale utarliśmy nosa tylko regionalnemu dyrektorowi.

Główna kwatera Syndykatu na planecie-fabryce Cementia już wysyła flotę, żeby nas uciszyć. Jeśli chcemy odzyskać wszechświat, potrzebujemy armii. Albo przynajmniej ekipy, która wie, jak zrobić porządną rozróbę.

– Masz kogoś na myśli, wielki?

Jax uderzył mechaniczną pięścią w stół, aż lewitujące śrubki z brzękiem opadły na blat.

– Sektor Górniczy Omega-9. Syndykat trzyma tam w niewoli kogoś, kto potrafi zhakować gwiazdę, jeśli dać mu odpowiedni śrubokręt. I kogoś, kto z nudów potrafi roznieść w pył batalion robotów. Kurs na Omegę-9, różowa. Czas na rekrutację.

Trzy dni później Gorgona dryfowała w cieniu gigantycznego, rdzawego pierścienia asteroid otaczających Omegę-9. Stacja więzienna Syndykatu wyglądała jak potężna, stalowa forteca bez okien, zawieszona w próżni.

Dzięki kamuflażowi pryzmatycznemu, który Cindy nałożyła na poszycie statku, przemknęli obok satelitów obronnych jak tęczowy duch. Jax zaparkował frachtowiec w ślepym punkcie wentylacyjnym dolnych poziomów. Właz syknął. Cindy i Jax ruszyli zardzewiałym korytarzem bloku więziennego. Strażnicy-roboty, pozbawieni dowództwa Malakora, działali według prostych, nudnych algorytmów. Pryzmatyczny klucz Jaxa rozniósł pierwszy patrol na kawałki, zanim maszyny zdążyły podnieść alarm. Doszli do sektora maksymalnego bezpieczeństwa. Przed nimi wznosiły się potężne, magnetyczne wrota celi numer 404.

– Kto tu siedzi? – szepnęła Cindy, poprawiając okulary HUD.

– Nasz as w rękawie – odparł Jax, przykładając cybernetyczną dłoń do terminala. Silny impuls magnetyczny przepalił zabezpieczenia. Wrota rozsunęły się z głośnym hukiem.

W środku celi, na odwróconym do góry dnem wiadrze, siedziała wyjątkowa postać. Był to Trix – nastoletni geniusz z rasy Aero-Vulpis, przypominający antropomorficznego, pustynnego lisa o wielkich, nasłuchujących uszach i trzech chwytnych ogonach, które właśnie nerwowo stukały o podłogę. W łapkach trzymał częściowo rozmontowaną obrożę więzienną, z której udało mu się zrobić prowizoryczną konsolę do gier.

Ilustracja 15

– No nareszcie! – fuknął Trix, nawet nie podnosząc wzroku na wybawców. – Thorg, spóźniłeś się o dwa dni. Sygnał z Glamourii dotarł tu w czwartek. Przez wasz bas spaliłem lokalny mainframe i musiałem siedzieć w ciemnościach.

– Też tęskniłem, młody – mruknął Jax. – Zbieraj zabawki. Idziesz z nami.

– Chwileczkę! – Trix skoczył na równe nogi, a jego trzy ogony zafalowały z ekscytacji, gdy zauważył Cindy. – Łał... Ty jesteś tą laską z różowego nagrania! Ten kod kompresji sygnału był genialny. Ale wasz plan ma jedną, zasadniczą wadę.

– Jawną? – zapytała z rozbawieniem Cindy, opierając się o framugę.

– Brak siły ognia – odparł lis, szczerząc zęby. – Ja mogę wam otworzyć każde drzwi w galaktyce i zhakować niszczyciel Syndykatu przy użyciu tostera. Ale jeśli chcecie uderzyć na Cementię, potrzebujecie mięśni. A tak się składa, że poziom niżej, w klatkach gladiatorów, trzymają kogoś, kto nienawidzi szarości jeszcze bardziej niż ty, różowa.

Ruszyli w głąb podziemi stacji, gdzie Syndykat organizował nielegalne walki więźniów dla wyższych oficerów. Gdy wkroczyli na arenę, zobaczyli scenę jak z najgorszego koszmaru.

Wokół areny stało kilkunastu ciężkich strażników z działami plazmowymi. Na środku, otoczona kręgiem powalonych robotów, stała ona – czwarta członkini ich przyszłej załogi. Była to Vespera Vane (zbieżność nazwisk z Cindy była przypadkowa, choć obie uznały to za znak). Vespera należała do rasy Karnifeksów – dumnych, rogowych wojowników o lawendowej skórze i potężnych, czarnych skrzydłach przypominających nietoperza. Jej ciało pokrywały świecące na karmazynowo tatuaże bojowe, a w rękach trzymała gigantyczny, dwuręczny topór energetyczny, z którego skapywały resztki stopionego metalu.

– To ma być wszystko?! – ryknęła Vespera w stronę loży oficerskiej. – Przyślijcie mi kogoś, kto przynajmniej potrafi oddać cios! Te szare puszki nudzą mnie na śmierć!

Przywódca strażników uniósł działo, celując w jej głowę.

– Więzień numer 88. Naruszenie dyscypliny. Likwidacja.

– O nie, kolego. Dzisiaj na tej arenie tańczymy w moim rytmie! – zawołała Cindy, wbiegając na podwyższenie.

Cindy uderzyła w struny swojego laserowego syntezatora, posyłając „Neonowy Rozbłysk Basowy” prosto w dowódcę straży. Jax skoczył w sam środek starcia, miażdżąc roboty swoim pryzmatycznym kluczem, a Trix, skacząc po skrzynkach, błyskawicznie przeprogramował wieżyczki obronne, by otworzyły ogień do sił Syndykatu.

Ilustracja 12

Vespera spojrzała na tęczową demolkę z absolutnym zachwytem. Szarpnęła swoim toporem, uwalniając niszczycielską falę uderzeniową, która dokończyła dzieła. Po minucie arena była czysta.

Wojowniczka podeszła do Cindy, mierząc ją wzrokiem od stóp do głów. Otarła fioletową krew robotów z policzka.

– Ładny topór – powiedziała, wskazując na syntezator Cindy. – I świetna muzyka. Słyszałam wasz sygnał w celi. Gdzie lecimy?

Cindy poprawiła okulary, a jej opalowe oczy zapłonęły pełnią blasku. Jax stanął obok niej, kładąc ciężką, cybernetyczną dłoń na jej ramieniu. Trix wskoczył Jaxowi na bark, a Vespera oparła swój gigantyczny topór o podłogę.

– Lecimy odebrać to, co nasze – powiedziała Cindy. – Wszystkim uciemiężonym. Całemu wszechświatowi.

Ciasna kwatera główna na pokładzie Gorgony pękała w szwach od nadmiaru skrajnych osobowości. Powietrze

pachniało intensywną, czarną kawą Jaxa, lakierem do włosów Cindy oraz ozonem, który delikatnie parował z naładowanego topora Vespery.

Rozdział 3: Iskry na Pokładzie i Ogień na Stacji

– Absolutnie wykluczone! – warknęła Vespera, uderzając pięścią w metalowy stół, aż rdzawy blat zajęczał. Jej wielkie, nietoperze skrzydła rozwinęły się groźnie, dominując nad przestrzenią.

– Nie po to uciekłam z klatek gladiatorów, żeby teraz bawić się w podchody. Musimy uderzyć prosto w serce wroga. Planeta-fabryka Cementia! Spalmy ich doki, wyrżnijmy gwardię i roznieśmy tę szarą cytadelę w pył!

– Och, genialny plan, pani Wielgachny Topór – zawołał Trix z ironią. Lis siedział po turecku na szafce z narzędziami, a jego trzy puszyste ogony rytmicznie smagały powietrze. W łapkach bezustannie obracał rzadki, unikatowy mikroprocesor.

– Polećmy prosto na ich główne działa orbitalne. Zanim w ogóle zobaczysz ich gwardię, nasza kochana Gorgona zmieni się w chmurę atomów. Moje wyliczenia pokazują, że najpierw powinniśmy przejąć Nexus Informacyjny w sektorze Beta. Tam są twarde dyski, dane, kody! Informacja to władza!

– Dane nie potrafią rąbać pancerzy, ty mały szczurze – fuknęła Vespera, mrużąc swoje karmazynowe oczy.

– Jestem Aero-Vulpis, ty przerośnięta…

– Dość tego! – ryk Jaxa natychmiast uciął kłótnię. Ouroborianin wstał, a jego potężna postura i surowa, drzewna twarz zmusiły nową załogę do milczenia. Jego czworo oczu spoczęło najpierw na lisie, a potem na wojowniczce. Cybernetyczna dłoń Jaxa cicho bzyczała, trzymając w powietrzu naładowany magnetycznie kubek z kawą.

– Na Cementię jest za wcześnie, Vespera. Na zabawy w hakowanie za mało mocy, Trix. Oboje zapominacie o najważniejszym. Ta krypa lata na paliwo, a nie na wasze ambicje. Po ucieczce z Omegi-9 nasze rezerwy prometanu leżą i kwiczą.

W tym momencie z głębi korytarza wyłoniła się Cindy. Jej chromowany kombinezon odbijał błękitne światła kokpitu, a różowa burza włosów była idealnie ułożona, jakby przed chwilą zeszła ze sceny, a nie z pola bitwy. Poprawiła geometryczne okulary, na których błyszczała trójwymiarowa mapa sektora.

– Jax ma rację, drogie dziatki – powiedziała Cindy z drapieżnym uśmiechem, stając na środku pomieszczenia. – Ale mam dla was idealny kompromis. Co powiecie na Orbitalną Stację Paliwową „Refinery-7”?

Uderzyła palcem w konsolę, wywołując hologram potężnej, obracającej się rafinerii Syndykatu.

– Stacja trzyma zapasy paliwa dla całej floty sektora – wyjaśniła Cindy, a jej opalowe oczy rozbłysły ekscytacją. – Vespera dostanie do rozbicia cały garnizon robotów strażniczych. Trix dostanie do zhakowania główny terminal, żeby odciąć łączność. My z Jaxem zatankujemy Gorgonę pod korek, a resztę paliwa… cóż, wysadzimy w powietrze. Odetniemy Syndykat od zaopatrzenia i zostawimy im na niebie piękny, gigantyczny, neonowy fajerwerk. Co wy na to?

Vespera wyszczerzyła kły, a na jej ramionach rozbłysły lawendowe tatuaże.

– To brzmi jak plan. Dużo wybuchów. Wchodzę w to.

Trix schował procesor do kieszeni i uśmiechnął się chytrze.– Jeśli zgramy to z moim wirusem, stacja zacznie pompować paliwo wstecznie, doprowadzając do przeciążenia rdzenia. To wyjątkowa okazja, żeby zobaczyć, jak szarość płonie.Jax skinął głową, gasząc hologram.

– No to ruchy. Za pięć minut wchodzimy w przestrzeń stacji.

Neonowy Sabotaż

Gorgona wypadła z nadprzestrzeni tuż za gigantycznymi zbiornikami „Refinery-7”. Stacja była monumentalną, stalową konstrukcją, otoczoną gęstą siecią rurociągów. Dzięki dywersji Jaxa, który puścił w eter fałszywy sygnał SOS z innego sektora, większość myśliwców patrolowych opuściła doki.

Atak zaczął się z chirurgiczną precyzją, która szybko zamieniła się w totalny chaos. Rampa Gorgony opadła na zewnętrzny pomost techniczny. Trix był pierwszy. Mały lis przemknął między rurami niczym cień, potrójnym ogonem balansując na krawędziach konstrukcji. Dopadł do zewnętrznego węzła danych, wyciągnął swój modyfikowany datapad i wbił się w system.

– Łączność stacji odcięta! – zaraportował Trix przez interkom, a jego palce biegały po ekranie z prędkością światła. – Otwieram śluzy towarowe dla Jaxa i Cindy. O, i przy okazji… właśnie wyłączyłem ograniczniki prędkości w windach strażniczych. Miłej zabawy, Vespera!

– Moja kolej! – ryczący głos wojowniczki zatrząsł korytarzem.

Vespera wpadła przez otwarte wrota prosto w sektor mieszkalny garnizonu. Kilkudziesięciu ciężkich żołnierzy-robotów Syndykatu natychmiast ruszyło do walki, unosząc tarcze balistyczne. Vespera tylko na to czekała. Rozwinęła swoje potężne czarne skrzydła, wzbiła się w powietrze i z głośnym okrzykiem bojowym runęła na nich, tnąc swoim energetycznym toporem. Broń zostawiała za sobą krwawe, purpurowe smugi, z łatwością przecinając stal i pancerze. Robot po robocie zamieniał się w bezużyteczny złom.

W tym samym czasie Cindy i Jax dotarli do głównego doku przeładunkowego.

– Podłączam węże, mała! Osłaniaj mnie! – zawołał Jax, podbiegając z potężnym przewodem tankującym do boku Gorgony. Jego cybernetyczne ramię pulsowało błękitną aurą magnetyczną, gdy błyskawicznie ryglował zawory ciśnieniowe.

Z głębi korytarza wyłoniła się elitarna sekcja obronna stacji – roboty wyposażone w ciężkie działka obrotowe.

– Jax, pospiesz się, bo zaczynają psuć mi tło! – zawołała Cindy.

Uniosła swój Laserowy Syntezator Basowy i uderzyła w potężny, basowy akord. Fala „Neonowego Rozbłysku Basowego” uderzyła w pierwszą trójkę robotów, dosłownie rozrywając ich podwozia na strzępy pod wpływem wibracji. Cindy nie przestawała grać – biegała między skrzyniami, robiąc uniki w swoich wielkich, białych butach na platformie. Każdemu jej krokowi towarzyszył wystrzał lśniącego, różowego lasera, który topił matowe pancerze wrogów.

Gdy ostatni robot padł, zbiorniki Gorgony pokazały sto procent pojemności.

– Gotowe! Zwijamy się! – ryknął Jax.

– Trix, odpalaj fajerwerki! – krzyknęła Cindy do interkomu.

– Z wielką chęcią! – odparł lis, wciskając ostatni klawisz na swoim datapadzie.

Cała czwórka dopadła do rampy frachtowca w momencie, gdy stacja zaczęła drżeć. Vespera wskoczyła jako ostatnia, ciągnąc za sobą odcięte ramię jakiegoś dowódcy robotów jako trofeum. Właz zamknął się z sykiem, a Gorgona odbiła od płonącego doku z pełną mocą nowo zatankowanych silników.

Gdy odlecieli na bezpieczną odległość, Cindy stanęła przy głównej iluminacji kokpitu. Cała załoga patrzyła na zewnątrz.

„Refinery-7” eksplodowała. Przeciążone przez Trixa reaktory paliwowe nie wywołały jednak zwykłego wybuchu. Dzięki energii, którą Cindy wcześniej wpompowała w systemy przesyłowe, eksplozja rozlała się po kosmosie gigantyczną, pulsującą, neonowo-różową i fioletową falą uderzeniową. Przestrzeń wokół zniszczonej stacji rozbłysła kolorami, o jakich ten sektor nie pamiętał od dekad. Vespera oparła się o swój topór, gapiąc się na ten widok z otwartymi ustami.

– Dobra, różowa… Muszę przyznać. To było naprawdę piękne niszczenie.

Trix zeskoczył z konsoli i skrzyżował ręce na piersi.

– I skuteczne. Właśnie odcięliśmy Syndykat od dostaw paliwa w promieniu trzech sektorów. Są ślepi i uziemieni.

Jax pociągnął łyk kawy, patrząc na Cindy dwoma dolnymi oczami, podczas gdy górna para analizowała trajektorię lotu.

– Pierwsze uderzenie „Rekonkwisty” za nami. Czas pomyśleć o następnym kroku.

Cindy zsunęła swoje geometryczne okulary i mrugnęła do załogi.

– A następny krok, moi drodzy, zaprowadzi nas prosto do rebelianckiego podziemia. Czas pokazać galaktyce, że nowa ekipa właśnie przejęła scenę.

Rozdział 4: Neonowe Zagrożenie i Pajęcza Sieć

Gorgona przemknęła obok orbitalnych patroli i zanurkowała w atmosferę planety Velvet-Prime. Był to absolutnie unikatowy punkt na mapie galaktyki – planeta-kasyno, jedyne miejsce, gdzie Syndykat Szarości przymykał oko na neony, muzykę i hazard, pod warunkiem, że czerpał z tego gigantyczne zyski. Właśnie tutaj, w podziemiu klubu Pryzmat, ukrywał się legendarny informator rewolucji.

Załoga musiała wmieszać się w tłum. Cindy, w swoim lustrzanym kombinezonie, wyglądała jak stała bywalczyni salonów high-rollerów. Vespera schowała swój gigantyczny topór pod ciężkim, ciemnym płaszczem, choć jej lawendowe rogi i tak przyciągały spojrzenia. Jax udawał ochroniarza, a mały Trix siedział w szerokiej kieszeni jego płaszcza, dyskretnie skanując lokalne sieci.

Przeszli przez zatłoczoną salę pełną obcych z całego wszechświata i dotarli do loży VIP na tyłach klubu. Przy stole do kosmicznego pokera siedział ich kontakt – Orion, gładkoręki przedstawiciel rasy Luminan, którego ciało składało się z płynnego, niebieskiego światła zamkniętego w eleganckim garniturze.

– Spóźniliście się, Cind’ara – odezwał się Orion, a jego głos brzmiał jak szum drogiego syntezatora. Wyrzucił na stół holograficzne karty. – Wasz wybuch na rafinerii narobił rabanu. Syndykat szaleje.

Ilustracja 9

– Jesteśmy tu po dane, Orion – przerwał mu Jax, opierając swoją ciężką, cybernetyczną dłoń o blat stołu. – Gdzie są kody dostępu do stoczni Cementii?

Orion upił łyk musującego trunku i przysunął do nich świecący datadysk.

– Tutaj. Ale musicie działać szybko. Główna Kwatera Syndykatu wysłała do tego sektora kogoś, przy kim Komandor Malakor wyglądał jak potulny urzędnik. Nazwali to operacją „Czyste Płótno”.

Cindy wzięła dysk, a jej opalowe oczy zwęziły się.

– Kogo wysłali?

– Slayera Kressa – szepnął Orion, a jego niebieskie światło lekko zbladło ze strachu. – To najsłynniejszy łowca nagród, cybernetyczny arachnid. Nie poluje dla pieniędzy. Poluje, bo nienawidzi chaosu. I nigdy nie gubi śladu.

Pułapka Kressa: Prawie wpadka

Informacja Oriona była cenna, ale załoga nie wiedziała, że spotkanie w klubie od początku było częścią genialnego, makabrycznego planu. Slayer Kress nie musiał ich szukać – sam podsunął im Oriona jako przynętę.

Gdy ekipa wracała do doku hangarowego, w którym stała Gorgona, światła na całej stacji nagle zgasły. Zastąpiła je głęboka, matowa ciemność. Wrota hangaru zatrzasnęły się z głośnym, hydraulicznym zgrzytem.

Z sufitu, z absolutną, mechaniczną ciszą, opuściła się gigantyczna postać. Slayer Kress był przerażającą hybrydą humanoida i pająka. Jego metalowy korpus poruszał się na sześciu ostrych jak brzytwy, stawonogich odnóżach, a zamiast twarzy miał lodowatą, gładką maskę z ośmioma czerwonymi receptorami optycznymi.

– Anomalia z Glamourii. Obiekt: Cindy – rozległ się metaliczny, klikający głos Kressa. – Wasza rekonkwista kończy się w tym sektorze. Jesteście błędem systemowym, który zaraz wymażę.

Ilustracja 6

Z jego naramienników wystrzeliły sieci z ciekłego grafenu – substancji, która momentalnie neutralizowała energię. Zanim Cindy zdążyła unieść syntezator, sieć owinęła się wokół jej dłoni, boleśnie odcinając ją od mocy fotonów.

– Cindy! – ryknęła Vespera, zrzucając płaszcz i unosząc swój wielki topór.

Zanim jednak zdołała uderzyć, Kress poruszył się z nieludzką prędkością. Jedno z jego mechanicznych odnóży uderzyło w topór, wybijając go z rąk wojowniczki i przyszpilając jej skrzydło do ściany hangaru. Sytuacja stała się krytyczna. Kress uniósł swoje ciężkie działo entropijne, celując prosto w serce Cindy.

– Jax! Teraz! – wrzasnął Trix z kieszeni mechanika.

Młody lis, wykazując się niebywałym refleksem, rzucił pod nogi Kressa zmodyfikowany granat EMP, który złożył z części z kasyna. Eksplozja impulsu na ułamek sekundy przeciążyła receptory łowcy.

W tym samym ułamku sekundy Jax aktywował pełną moc swojej cybernetycznej ręki. Wypuścił potężne, fioletowe pole magnetyczne, ale zamiast zaatakować Kressa, przyciągnął do siebie gigantyczną, stalową suwnicę wiszącą pod sufitem. Kilkutonowa konstrukcja runęła prosto na cyberpająka, przygniatając jego mechaniczne odnóża do ziemi.

– Ruszać się! – ryknął Jax, pomagając Vesperze uwolnić skrzydło.

Trix błyskawicznie przeciął nożem laserowym grafenową sieć na dłoniach Cindy. Dziewczyna, czując powracającą energię, uderzyła butami o ziemię. Jej dopalacze grawitacyjne syknęły, a na pożegnanie posłała w stronę wijącego się pod suwnicą Kressa potężną falę „Neonowego Rozbłysku Basowego”, która rozbiła jego sensory optyczne.

Wpadli na pokład Gorgony, gdy Kress zaczął już rozrywać stalową pułapkę swoimi szczypcami. Silniki frachtowca zaryczały i statek wystrzelił w kosmos, uciekając z Velvet-Prime dosłownie o włos od katastrofy.

Manifest Rekonkwisty: Wielki Sojusz

Kilka godzin później, w bezpiecznej strefie nadprzestrzennej, załoga lizała rany. Vespera masowała obolałe skrzydło, Trix nerwowo naprawiał swój nadpalony datapad, a Jax milcząc, parzył nową porcję wyjątkowo mocnej kawy.

Cindy stała przy stole holograficznym, patrząc na pulsujące dane zdobyte od Oriona. Ta niemal-wpadka uświadomiła im jedno: Syndykat nie gra już według starych zasad. Wysłali na nich najgorsze potwory.

– Byliśmy za blisko końca – powiedziała cicho Cindy, zdejmując okulary. Jej opalowe oczy patrzyły na przyjaciół z zimną determinacją. – Kress wróci. A za nim cała armada. Nie wygramy tego sami. Kosmiczny sabotaż to za mało. Czas na prawdziwą wojnę.

Jax podszedł do stołu i położył na nim swoją organiczną dłoń.

– Dane Oriona pokazują coś więcej niż tylko stocznie. Pokazują, gdzie Syndykat trzyma w ryzach inne rasy. Mają obozy pracy, zniszczone światy. Jeśli damy im broń i nadzieję, pójdą za nami.

Trix wskoczył na krzesło i odpalił nową mapę galaktyki, zaznaczając trzy kluczowe punkty.

– Mam namiary na trzy zbuntowane frakcje, które tylko czekają na iskrę:

Techno-Nomadzi z rasy Cyber-Aquaria – mistrzowie walki w próżni, których flotę Syndykat zablokował na lodowych księżycach.

Wolne Plemiona Karnifeksów – pobratymcy Vespery, dumni wojownicy uwięzieni w kopalniach uranu.

Ocalałe Niedobitki Verdant – rodacy Jaxa, ukrywający się w leśnych partyzantkach.

Vespera uderzyła zdrową ręką w stół, a jej lawendowe tatuaże rozbłysły wojennym blaskiem.

– Mój lud pójdzie za nami, jeśli zobaczy, że potrafimy krwawić i wygrywać. Dajcie mi ich kopalnie, a dam wam armię, która rozerwie Cementię na strzępy.

Cindy uśmiechnęła się szeroko, a jej różowe włosy znów zaczęły pulsować własnym, neonowym światłem.

– A więc postanowione. Nakreślimy plan Wielkiego Sojuszu. Zjednoczymy te rasy pod jednym sztandarem. Bannerem wolności, muzyki i koloru. Rekonkwista ma teraz nową flagę.

Jax skinął głową i spojrzał w ekran nawigacyjny.

– Gdzie uderzamy najpierw, dowódco?

Rozdział 5: Tryptyk Przymierza i Cień Łowcy

Akt I: Lodowy Świat Techno-Nomadów

Gorgona dryfowała na wyłączonych silnikach, wchodząc w mroźny cień zamarzniętego księżyca Crio-9. To tutaj, pod kilometrową warstwą lodu, w gigantycznych, podwodnych jaskiniach, ukrywali się Techno-Nomadzi z rasy Cyber-Aquaria. Syndykat zablokował ich świat siecią orbitalnych min magnetycznych, skazując ich na powolne zapomnienie.

– Ich technologia hydro-optyczna jest kluczem do naszej rekonkwisty – tłumaczył Trix, włamując się do archaicznego systemu sonarowego stacji dokującej Nomadów. – Jeśli zdobędziemy ich unikatowe generatory maskujące, Gorgona stanie się niewidzialna dla radarów w całej galaktyce.

Gdy załoga zeszła pod lód, powitały ich lodowate ściany i setki świecących, cybernetycznych oczu. Przywódczyni Nomadów, Naiad-01, istota o amorficznym, wodnym ciele zamkniętym w egzoszkielecie z mrożonego szkła, nie ufała przybyszom.

– Dlaczego mielibyśmy zaryzykować resztki naszej floty dla waszego neonowego buntu? – zapytała chłodno.

Cindy wyszła przed szereg. Zamiast przemawiać, aktywowała swój syntezator. Delikatna, ciepła melodia fotonowa rozlała się po lodowej jaskini, sprawiając, że zamarznięte ściany zaczęły mienić się tysiącem pryzmatycznych barw. Ciepło jej mocy sprawiło, że lodowy świat na chwilę ożył.

– Ponieważ bez walki wasz ocean zamieni się w wieczny grobowiec – powiedziała Cindy, patrząc Naiad prosto w oczy. – Dajcie nam maskowanie, a obiecuję, że wasze statki znów popłyną między gwiazdami.

Ilustracja 8

Naiad skłoniła głowę. Sojusz został zawarty. Inżynierowie Cyber-Aquaria zamontowali na Gorgonie emiter fazowy, który potrafił załamywać światło i fale radarowe.

Nie było jednak czasu na świętowanie. Trix nagle zbladł, patrząc na swój datapad.

– On tu jest. Slayer Kress zhakował nasze kody startowe. Jest tuż nad nami!

Z góry, przez lodowy sufit, przebiły się potężne, termiczne wiertła Syndykatu. Sześcionożny cyber-pająk Kress opuszczał się na dół, a jego osiem czerwonych oczu skanowało jaskinię. Gorgona odpaliła silniki w ostatniej sekundzie. Dzięki nowemu systemowi maskowania, statek dosłownie rozpłynął się w powietrzu na oczach wściekłego łowcy, pozostawiając Kressa z pustymi rękami na pękającym lodzie.

Akt II: Rdzawy Świt Verdant

System Verdant-Prime nie był zielonym rajem – był technologicznym cmentarzem. Syndykat doszczętnie ogołocił planetę Jaxa, zmieniając jej powierzchnię w gigantyczne, zardzewiałe złomowisko maszyn orbitalnych i porzuconych fabryk. To właśnie w tych gigantycznych, stalowych labiryntach, ukrywając się wewnątrz gigantycznych wraków krążowników, walczyła partyzantka Ouroborian. Nie byli leśnymi ludźmi; byli genialnymi mechanikami-dywersantami, którzy prowadzili wojnę partyzancką za pomocą wirusów i sabotażu technicznego.

Gorgona, wciąż zamaskowana dzięki osłonom hydro-optycznym Cyber-Aquarii, wylądowała w cieniu zniszczonej stoczni. Jax jako pierwszy wyszedł na zardzewiałą rampę. Jego czworo oczu zwęziło się, gdy z cieni gigantycznych, porzuconych przekładni wyłoniły się lufy karabinów.

Partyzanci Verdant nie nosili liści – ich ciała, przypominające wysuszoną korę, były wzmocnione ciężkimi, spawanymi pancerzami ze złomu, a w rękach trzymali potężne strzelby magnetyczne. Ich dowódcą był dawny mentor Jaxa, mechanik wojenny Bram-Thorg.

– Jax? Myśleliśmy, że zginąłeś w stoczniach Syndykatu – powiedział stary Ouroborianin, opuszczając broń, gdy rozpoznał charakterystyczne, zmodyfikowane ramię swojego ucznia.

– Żyję i wracam z posiłkami, Bram – odparł basowo Jax, wysuwając przed siebie dłoń, która teraz tętniła zgromadzoną energią fotonową. – Ta dziewczyna to ocalała z Glamourii. Mamy plan, kody Syndykatu i flotę maskującą. Potrzebujemy waszych ciężkich ładunków EMP i ludzi, którzy potrafią otworzyć pancerz każdej fabryki wroga. Idziecie z nami odebrać kopalnie Omega-12?

Bram-Thorg spojrzał na Cindy, której różowe włosy delikatnie rozświetlały mrok zardzewiałego hangaru, a potem na Jaxa. Wśród partyzantów rozszedł się pomruk aprobaty. Ouroborianie ruszyli do załadunku sprzętu – ciężkich generatorów impulsów, które potrafiły usmażyć całe dywizje robotów.

Jednak Slayer Kress nie odpuszczał. Łowca nagród, analizując anomalie energetyczne z Crio-9, wyliczył, że jedynym miejscem, gdzie frachtowiec Jaxa może szukać wsparcia technicznego, są wraki Verdant.

Zanim ostatni transportowiec partyzantów oderwał się od ziemi, potężny, mechaniczny pająk Kressa przebił się przez sufit hangaru. Wraz z nim do środka wpadły elitarne roboty szturmowe, odcinając drogę ucieczki sekcji zaopatrzenia. Kress, mimo uszkodzeń z poprzedniej walki, poruszał się z zabójczą, mechaniczną precyzją. Z jego działek wysunęły się ciężkie harpuny magnetyczne, które zaryglowały stoczniowe wrota, próbując uwięzić załogę na ziemi.

– Cindy, osłaniaj tył! Vespera, tnij te liny! – ryknął Jax, rzucając się w stronę Kressa.

Vespera rozwinęła czarne skrzydła i jednym potężnym, poziomym cięciem topora przecięła stalowe liny harpunów, uwalniając drogę startową. Cindy dopadła do konsoli strzeleckiej i posłała z syntezatora serię skondensowanych fal sonicznych bezpośrednio w filary hangaru. Konstrukcja zaczęła się walić, grzebiąc roboty Kressa pod tysiącami ton rdzawego złomu.

Gdy cyber-pająk próbował wyplątać się z gruzowiska, Gorgona wraz z trzema ciężkimi okrętami partyzantów Verdant odpaliła silniki, znikając w chmurach spalin i natychmiast aktywując kamuflaż Cyber-Aquarii. Kress po raz kolejny patrzył na puste niebo. Szybki, wojskowy nalot na kopalnie uranu Omega-12 – z udziałem bezwzględnych mechaników Jaxa i wściekłych wojowników Vespery – stał się faktem.

Akt III: Druzgocący Rajd na Kopalnie Uranu

Sektor Omega-12 był piekłem na niebie. Gigantyczna asteroida, przekształcona w kopalnię uranu, była otoczona potężnymi polami siłowymi i setkami dział orbitalnych. W jej wnętrzu, w potwornych warunkach, tysiące Karnifeksów – potężnych pobratymców Vespery – harowało na rzecz Syndykatu. Dzięki flocie maskującej Cyber-Aquaria, Gorgona oraz trzy transportowce partyzantów Verdant zbliżyły się do asteroidy całkowicie niezauważone.

– Trix, wyłączaj pole siłowe sektora trzeciego za trzy... dwa... jeden... – odliczała Cindy.

– Zrobione! Witamy w piekle, Syndykacie! – zawołał lis, paląc kody dostępu bazy.

Atak był druzgoczący i błyskawiczny. Transportowce Verdant wbiły się prosto w doki przeładunkowe. Partyzanci Jaxa, uzbrojeni w magnetyczne EMP, momentalnie sparaliżowali systemy obronne robotów.

W tym samym czasie Vespera, z rykiem, który zagłuszył syreny alarmowe, wyważyła wrota głównego bloku więziennego. Jej lawendowe tatuaże płonęły czystą, karmazynową wściekłością.

– Karnifeksi! Wasze okowy zostały stopione! Chwytajcie za broń! – krzyknęła, rozbijając energetycznym toporem magnetyczne obroże pierwszych więźniów.

Tysiące potężnych, rogatych wojowników runęło na zdezorientowanych strażników Syndykatu. Zaczęła się bezwzględna walka wręcz. Robot po robocie był rozrywany na strzępy przez uwolnionych niewolników.

Cindy i Jax zabezpieczali główny szyb ewakuacyjny. Cindy, stojąc na podwyższeniu, grała najbardziej agresywny, rewolucyjny utwór swojego życia. Każdy bit z jej syntezatora materializował setki ostrych, różowych kryształów, które przetaczały się przez korytarze niczym lawina, niszcząc mechaniczne posiłki wroga.

Wtem, ściana szybu eksplodowała. Ze smugi dymu wyłonił się potargany, ale wciąż śmiertelnie niebezpieczny Slayer Kress. Jego pancerz był osmalony po bitwie w dżungli, a cztery z jego ośmiu oczu były ślepe, ale jego determinacja była przerażająca.

– Koniec zabawy w chowanego – zasyczał Kress, rzucając się z uniesionymi ostrzami prosto na Cindy.

Zanim jednak zdążył do niej doskoczyć, z boku uderzyła w niego połączona siła Jaxa i Vespery. Jax, używając wzmocnienia swojej cyberpięści, uderzył Kressa prosto w korpus, generując falę magnetyczną, która wgniotła łowcę w ścianę. Vespera poprawiła potężnym cięciem topora, niszcząc dwa z jego pozostałych mechanicznych odnóży. Kress upadł na kolana, ciężko dysząc olejem i iskrząc lewą stroną korpusu. Spojrzał na Cindy swoimi ostatnimi czerwonymi receptorami.

– Możecie uciekać... ale flota Syndykatu... zmiażdży was na Cementii... – wykrztusił.

Cindy podeszła do niego, powoli zsunęła swoje geometryczne okulary i spojrzała na niego z góry. Jej opalowe oczy mieniły się teraz barwami triumfu całej galaktyki.

– Nie będziemy uciekać, Kress. Przekaż swojej radzie nadzorczej, że sami do nich lecimy. I zabieramy ze sobą przyjaciół.

Cindy uderzyła w ostatni klawisz, wywołując potężny błysk stroboskopowy, który ostatecznie wyłączył sensory łowcy.

Akt IV: Narodziny Armii Rekonkwisty

Parę godzin później, przestrzeń wokół zniszczonej kopalni Omega-12 wyglądała niesamowicie. Gorgona nie była już sama. Wokół niej formowała się potężna armada: zwinne, niewidzialne okręty Cyber-Aquaria, transportowce leśnych partyzantów Verdant oraz potężne, opancerzone krążowniki bojowe Karnifeksów, obsadzone przez tysiące uwolnionych wojowników.

W kokpicie Gorgony panowała cisza, ale była to cisza pełna dumy. Cała czwórka – Cindy, Jax, Trix i Vespera – patrzyła na ekrany taktyczne.

– No, dzieciaki – odezwał się Jax, dopijając swoją kawę i kładąc cztery dłonie na pulpicie sterowniczym. – Mamy armię. Mamy maskowanie. Mamy kody. Trix uśmiechnął się szeroko, a jego trzy ogony zafalowały synchronicznie.

– Wszystkie systemy gotowe. Droga na Cementię stoi otworem.

Vespera oparła swój zakrwawiony topór o ścianę i spojrzała na Cindy.

– Twój ruch, różowa. Pokażmy im, jak brzmi wolność.

Cindy założyła okulary, a na jej policzku błyskawica rozbłysła najjaśniejszym fioletem w jej życiu.

– Kurs na Cementię, załogo. Czas zresetować ten szary wszechświat do pełnej palety barw.

Rozdział 6: Kradzież Słońca i Zimny Kod

System Koba-4, ojczysty układ rasy Aero-Vulpis, umierał w absolutnej ciszy. Gdy Gorgona wyszła z nadprzestrzeni na obrzeżach sektora, ekrany taktyczne nie pokazały ciepłego blasku lokalnej gwiazdy. Zamiast tego załoga ujrzała gigantyczny, geometryczny cień.

Syndykat Szarości w ramach odwetu za stratę kopalń uranu uruchomił procedurę „Kriogeneza”. Nad słońcem Koba-4 zatrzaśnięto Megakonstrukcję T-0 – monumentalną, sferyczną klatkę z matowych stopów tytanu. Maszyneria dosłownie wysysała energię termiczną gwiazdy, przekierowując ją do korporacyjnych fabryk akumulatorów, a planetę Trixa skazywała na zamarznięcie w ciągu kilkudziesięciu godzin.

– Skurwysyny – syknął Trix.

Mały lis nie żartował już jak zwykle. Siedział na krawędzi fotela pilota, a jego trzy ogony były sztywne z wściekłości. Wielkie uszy Aero-Vulpis obracały się nerwowo, wychwytując częstotliwości alarmowe zamierającej planety.

– Megakonstrukcja jest chroniona przez pas grawitacyjny – zameldował Jax, analizując dane dwoma dolnymi oczami. – Jeśli zbliżymy się standardowym kursem, ich filtry magnetyczne rozerwą poszycie Gorgony, zanim osłony Cyber-Aquarii w ogóle zdążą zadziałać.

– Nie zbliżymy się standardowym kursem – odezwała się Cindy. Odłożyła swój syntezator i podeszła do mapy systemu. Jej chromowany kombinezon odbijał błękitną poświatę wygasającego słońca. – T-0 ma punkty chłodzenia. Szyby wentylacyjne, którymi odprowadzają nadmiar plazmy. Trix, gdzie jest główny emiter chłodzący?

– Na biegunie południowym sfery – odparł lis, błyskawicznie stukając w datapad. – Wlot ma szerokość niespełna dwunastu metrów. Trzeba wlecieć tam przy wyłączonych silnikach głównych, dryfem grawitacyjnym, żeby sensory termiczne nas nie wykryły. Samobójstwo na osiemdziesiąt procent.

Vespera, stojąca w przejściu z ramieniem opartym o ciężki topór, wyszczerzyła kły.

– Osiemdziesiąt to wciąż nie sto. Jax, celuj w ten szyb.

Manewr wymagał chirurgicznej precyzji Jaxa. Gorgona wygasiła reaktory. W kokpicie zapadła lodowata ciemność, a jedynym źródłem światła były teraz opalowe oczy Cindy i neonowe pasma jej włosów. Frachtowiec sunął w próżni niczym martwa skała, przyciągany potężnym polem grawitacyjnym uwięzionej gwiazdy.

Przemknęli tuż pod kadłubem niszczyciela patrolowego Syndykatu. Stalowa ściana sfery T-0 zbliżała się z przerażającą prędkością. W ostatniej sekundzie, gdy zderzenie wydawało się nieuniknione, Jax szarpnął za dźwignię sterów strumieniowych. Gorgona wślizgnęła się w otwarty szyb wentylacyjny bieguna południowego, a włazy magnetyczne zamknęły się za nimi, odcinając ich od otwartego kosmosu.

Wnętrze megakonstrukcji było piekłem z rur, potężnych turbin i płynnej, stłumionej plazmy słonecznej. Załoga wylądowała na wewnętrznej platformie technicznej sektora sterowania.

– Mamy dwadzieścia minut, zanim system automatycznie przeczyści ten szyb falą ognia – rzucił Jax, wyskakując z rampy z magnetycznym karabinem w dłoniach.

Ruszyli wąskimi pomostami technologicznymi prosto do rdzenia sterującego. Zgodnie z planem, Trix miał przejąć kontrolę nad magnetycznymi ryglami sfery i zmusić ją do otwarcia. Drogi jednak nie były puste. Z korytarzy zaczęły wylewać się wyspecjalizowane jednostki Syndykatu – ciężkie roboty strażnicze typu „Gargul”, przystosowane do pracy w ekstremalnych temperaturach.

– Vespera, lewa flanka! Jax, trzymaj środek! – wydała rozkaz Cindy, unosząc swój modyfikowany syntezator.

Vespera rozwinęła skrzydła i z potężnym zamachem wbiła się w pierwszą linię maszyn. Jej topór, naładowany karmazynową energią, z łatwością ciął grube, żaroodporne pancerze robotów. Jax, osłaniając Trixa, parł do przodu, a jego cybernetyczna ręka generowała tak silne impulsy magnetyczne, że podzespoły wrogich maszyn eksplodowały wewnątrz ich własnych korpusów.

Cindy parła przodem, nadając polu bitwy zabójczy rytm. Jej „Neonowy Rozbłysk Basowy” odbijał się echem od metalowych ścian sfery, wywołując wibracje, które kruszyły optykę przeciwników. Tworzyła z fotonów krystaliczne tarcze, osłaniając małego lisa, który biegł prosto do głównego terminalu.

Trix dopadł do konsoli. Jego trzy ogony poruszały się niezależnie, manipulując przełącznikami awaryjnymi, podczas gdy łapki z niesamowitą prędkością wpisywały linijki kodu deszyfrującego.

– Mainframe stawia opór! Mają tu nową architekturę zabezpieczeń! – krzyknął Trix, a na jego czole pojawiły się krople potu. – Ktoś zmodyfikował system specjalnie pod kątem mojej rasy!

Z głośników nad terminalem rozległ się chłodny, znajomy, syntetyczny głos:

– Witaj w domu, uciekinierze 404.

Z cienia za konsolą wyłoniła się wysoka, smukła postać. Aero-Vulpis, ale drastycznie zmieniony. Jego ciało zostało w połowie zastąpione matowoszarym metalem, a uszy i ogony zamieniono w cybernetyczne sensory. To był Kaelen – dawny mentor Trixa z akademii technologicznej na Koba-4, który sprzedał swój lud Syndykatowi w zamian za stanowisko Głównego Architekta Sektora.

– Kaelen… – Trix zamarł, a jego uszy opadły. – Co oni ci zrobili?

Ilustracja 5

– Poprawili mnie, chłopcze – odparł Kaelen, a jego mechaniczne oko błysnęło szarością. – Usunęli chaos. Emocje. Nieefektywność. Koba-4 zamarznie, ponieważ jej zasoby są potrzebne do wyższego celu. A ty zostaniesz zlikwidowany jako wadliwa jednostka.

Kaelen uniósł ramię, które przekształciło się w emiter wiązki tnącej, i wycelował w Trixa.

Cindy natychmiast spróbowała interweniować, ale Kaelen jednym kliknięciem aktywował lokalne systemy obronne. Z sufitu opuściły się ciężkie wieżyczki laserowe, które przygwoździły Cindy i Jaxa ogniem zaporowym. Vespera walczyła z nową falą robotów, nie mogąc się przebić. Trix został sam na sam ze swoim dawnym mistrzem.

– Zawsze byłeś zbyt impulsywny, Trix – stwierdził chłodno Kaelen, stąpając powoli po metalowym pomoście. – Twój kod jest nieczysty.

Młody lis cofnął się o krok, ale nagle jego uszy znów stanęły na baczność. Spojrzał na Cindy, która mimo ostrzału z wieżyczek puściła w jego stronę krótką, jasną iskrę światła. To nie był atak – to był impuls o unikatowej częstotliwości, który rozświetlił ekrany konsoli za Kaelenem. Trix natychmiast zrozumiał przekaz. Cindy dała mu analogowe źródło sygnału, którego szary kod Kaelena nie potrafił przewidzieć.

Trix przestał się cofać. Na jego pyszczku pojawił się ten sam bezczelny uśmiech, z którym siedział w więziennej celi.

– Może i mój kod jest nieczysty, Kaelen. Ale za to ma świetny groove.

Zamiast hakować zabezpieczenia sieciowe, Trix rzucił swój modyfikowany procesor bezpośrednio w otwarty rdzeń chłodzenia konsoli i uderzył w fizyczny zawór przeciążenia awaryjnego. Błąd systemu nie poszedł przez kable – poszedł przez fizyczne przegrzanie.

Konsola eksplodowała snopem iskier. Cybernetyczne systemy Kaelena, bezpośrednio połączone z mainframe'em, doznały potężnego przepięcia. Zdrajca wrzasnął, gdy szary metal na jego ciele zaczął strzelać bezpiecznikami, a jego mechaniczne oko zgasło. Upadł na kolana, tracąc przytomność.

W tym samym ułamku sekundy magnetyczne ryglowanie Megakonstrukcji T-0 puściło. Potężne, tytanowe płyty otaczające słońce zaczęły rozsuwać się z głębokim, basowym zgrzytem, który zatrząsł całą stacją. Płynne, złote światło gwiazdy wdarło się do wnętrza konstrukcji, natychmiast zalewając systemy Syndykatu oślepiającym blaskiem i energią, która usmażyła pozostałe roboty strażnicze.

– Wszyscy na pokład! Szyb chłodzący zaraz zamieni się w wulkan! – ryknął Jax, łapiąc oszołomionego Trixa za kołnierz i rzucając się w stronę Gorgony.

Cindy i Vespera wpadły do śluzy jako ostatnie. Silniki frachtowca zaryczały pełną mocą. Gorgona wystrzeliła z rozsuwającej się sfery dokładnie w momencie, gdy fala uwolnionej plazmy słonecznej buchnęła z bieguna konstrukcji.

Gdy odlecieli na bezpieczną odległość, załoga spojrzała przez iluminator. Słońce Koba-4 znów płonęło pełnym, czystym blaskiem, ogrzewając zamarzającą planetę Aero-Vulpis. Megakonstrukcja T-0 rozpadała się na miliardy płonących odłamków.

Trix stał przy oknie, patrząc na swoje ocalone słońce. Jego trzy ogony poruszały się powoli.

– Dzięki, Cindy. Bez tej twojej iskry nie przebiłbym jego filtrów.

Cindy podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu. Jej opalowe oczy lśniły ciepłem.

– Jesteś częścią załogi, Trix. Nikogo nie zostawiamy w ciemności.

Jax podszedł do nich, niosąc swój metalowy kubek.

– Piękna robota, młody. Ale nie mamy czasu na świętowanie. Spójrzcie na transponder dalekiego zasięgu. Syndykat właśnie odpalił coś na wszystkich kanałach informacyjnych galaktyki.

Ekran główny zamrugał. Pojawiło się na nim logo Syndykatu Szarości, a zaraz po nim postać, która sprawiła, że Cindy zamarła, a jej różowe włosy natychmiast zaiskrzyły fioletowym gniewem.

Na ekranie stała… druga Cindy. Idealna, gładka, ubrana w matowoszary kombinezon korporacyjny, z zimnym uśmiechem na twarzy, przemawiająca do miliardów obywateli galaktyki:

„Mieszkańcy wszechświata. Nazywam się Cindy, ocalała z Glamourii. Moja wcześniejsza rewolucja była błędem. Syndykat Szarości to jedyny gwarant pokoju. Apeluję do wszystkich buntowników: złóżcie broń i poddajcie się unifikacji.”

– Co za bezczelna kserokopia – warknęła Vespera, zaciskając dłonie na toporze.

Prawdziwa Cindy powoli założyła swoje geometryczne okulary.

– Chcą wojny na styl i głosy? To ją dostaną. Jax, obierz kurs na stację transmisyjną w sektorze Alfa. Czas przerwać tę farsę.

Zanim Gorgona obrała ostateczny kurs na sektor transmisyjny, ekrany komunikacyjne frachtowca rozbłysły tysiącami sygnałów z oswobodzonego systemu Koba-4.

Mieszkańcy planety Aero-Vulpis nie zamierzali milczeć. Choć oficjalna propaganda Syndykatu próbowała zagłuszyć prawdę, uratowani rodacy Trixa zaczęli masowo udostępniać w podziemnej sieci amatorskie nagrania z momentu eksplozji megakonstrukcji. Na lodowym niebie ich planety, zamiast narzuconej ciemności, rozbłysła gigantyczna, różowo-fioletowa łuna – podpis energetyczny mocy Cindy. W galaktycznym holonecie narodził się nowy symbol oporu: „Prawdziwy Blask”. Ruch Rekonkwisty zyskał miliony nowych zwolenników, którzy w komentarzach i na tajnych kanałach bezlitośnie kpili z matowoszarej, korporacyjnej kopii wyświetlanej w rządowej telewizji.

To dało załodze idealny moment na uderzenie. Syndykat, chcąc ratować swój wizerunek, ogłosił organizację zamkniętej, ociekającej luksusem Galaktycznej Gali Unifikacji na pokładzie orbitalnej stacji Zenit. To tam fałszywa Cindy miała odebrać honorowe odznaczenie za „zasługi dla pokoju”.

Stacja Zenit była szczytem korporacyjnej hipokryzji. Podczas gdy reszta wszechświata tonęła w przemysłowej szarości, ta elitarna placówka błyszczała zimnym, polerowanym chromem i białym marmurem. Na gali zebrali się najwyżsi dyrektorzy Syndykatu, ubrani w geometryczne, drogie garnitury.

Rozdział 7: Wojna Klonów i Prawdziwy Akord

Dzięki systemowi maskowania hydro-optycznego z Crio-9, Gorgona zacumowała bezpośrednio pod platformą techniczną głównego amfiteatru. Plan był prosty, ale ryzykowny: Trix miał wpiąć się do centralnego projektora holonetu, by odciąć sygnał powtórkowy i puścić transmisję na całą galaktykę na żywo. Vespera i Jax zabezpieczali drogi ucieczki, a Cindy… Cindy zamierzała osobiście wejść na scenę.

Wielka sala amfiteatru zamarła, gdy na podwyższenie weszła fałszywa Cindy. Jej ruchy były nienaturalnie idealne, a matowoszary kombinezon niemal pochłaniał światło reflektorów.

– …i dlatego porządek jest jedyną formą piękna – mówił zaimplementowanym, syntetycznym głosem cyberklon. – Prawdziwa sztuka to posłuszeństwo…

BUM.

Ciężkie, basowe uderzenie otworzyło główne drzwi amfiteatru. Dźwięk był tak potężny, że kryształowe kieliszki dyrektorów momentalnie popękały. Na progu stanęła ona.

Prawdziwa Cindy. Jej chromowany kombinezon odbijał światło z siłą lustrzanej kuli, neonowo-różowe włosy pulsowały czystą energią, a na jej policzku znamię w kształcie błyskawicy płonęło jadowitym fioletem. W rękach trzymała swój Laserowy Syntezator Keytarowy, podłączony bezpośrednio do wzmacniaczy, które Trix właśnie przejął w reżyserce.

– Kiepski playback, kochanie – powiedziała prawdziwa Cindy, a jej głos rozszedł się po wszystkich odbiornikach w galaktyce. – Czas pokazać im, jak brzmi oryginał.

Ochrona Syndykatu natychmiast ruszyła do ataku, ale z sufitu zeskoczył Jax, generując swoją cybernetyczną ręką potężną barierę magnetyczną, która odrzuciła strażników na ściany. Vespera rozwinęła czarne skrzydła, lądując na środku sali i z uśmiechem uniosła swój wielki topór energetyczny.

– Wy zajmijcie się publicznością, ja przypilnuję, żeby nikt nie wyszedł przed końcem seansu! – ryknęła Karnifekska.

Na scenie doszło do bezpośredniego starcia. Cyberklon, widząc zagrożenie, natychmiast zrzucił ludzką maskę. Jej twarz rozsunęła się, ukazując zimne, mechaniczne kable i sensory, a z jej dłoni wysunęły się ostrza z twardego, spolaryzowanego, ciemnego światła – technologia opracowana na podstawie badań nad zniszczoną Glamourią.

Ilustracja 14

Klon skoczył w stronę Cindy z nieludzką prędkością. Ostrza szarego światła cięły powietrze, ale Cindy robiła błyskawiczne uniki, używając dopalaczy grawitacyjnych w swoich wielkich butach. Każdemu jej odskokowi towarzyszył dynamiczny akord na syntezatorze.

– Jesteś tylko kopią! – syknął cyberklon, próbując zablokować Cindy w rogu sceny. – Syndykat cię wymaże!

– Mnie nie da się wymazać, jestem hitem tego sezonu! – odkrzyknęła Cindy.

Zagrała solówkę, która zmaterializowała wokół klona dziesiątki wirujących, krystalicznych dysków z różowego fotonu. Klon z niesamowitą zręcznością odbijał je swoimi ciemnymi ostrzami, prząc do przodu. Była zaprogramowana, by przewidywać każdy standardowy ruch bojowy.

Cindy zrozumiała, że nie pokona maszyny czystą taktyką militarną. Musiała użyć czegoś, czego szary kod nie był w stanie przetworzyć – czystej, nieskrępowanej improwizacji.

Zamiast trzymać dystans, Cindy ruszyła prosto na klona. W ułamku sekundy, zamiast tarczy, sformatowała ze światła… drugą parę rąk z czystej energii. Grając na syntezatorze z potrójną prędkością, uwolniła „Neonowy Rozbłysk Basowy” o tak skomplikowanej, synkopowanej strukturze rytmicznej, że procesory cyberklona zaczęły zgłaszać błędy krytyczne. Maszyna zamarła, jej receptory zaczęły nerwowo migać, próbując przeanalizować nieprzewidywalną melodię.

– To jest prawdziwy akord, kochanie! – zawołała Cindy.

Uderzyła w ostatni, potężny klawisz. Finałowa fala dźwiękowo-laserowa uderzyła prosto w klatkę piersiową klona, rozrywając jej matowoszary pancerz i niszcząc centralny procesor unifikacji. Cyberklon runął na ziemię, iskrząc i gasnąc, aż zamienił się w bezużyteczną stertę korporacyjnego złomu.

Miliardy istot przed ekranami w całej galaktyce zobaczyły ten triumf na żywo. Kłamstwo Syndykatu legło w gruzach. Prawdziwa Cindy spojrzała prosto w kamerę transmisyjną, zsunęła geometryczne okulary i powiedziała:

– Galaktyko. Czas szarości oficjalnie dobiegł końca. Szykujcie się do rewolucji.

Trix odciął zasilanie stacji, a załoga Gorgony, zostawiając oszołomionych dyrektorów w ciemnościach, bezpiecznie wycofała się do doków. Droga do wielkiego sojuszu stała otworem, ale Syndykat miał jeszcze jedną, ostatnią kartę do rozegrania.

* * *

Służący za stół warsztatowy pokład Gorgony znowu zatonął w plątaninie kabli i cybernetycznych podzespołów. Trix skakał wokół szczątków zniszczonego cyberklona z mechanicznym śrubokrętem w łapkach, a jego trzy ogony falowały z czystej, inżynieryjnej ekscytacji.

– Mówcie, co chcecie o korporacyjnych garniturach, ale na badania nad technologią polaryzacji światła wydali fortunę – mówił lis, wyciągając z rozprutego korpusu maszyny nienaruszony, matowoczarny sześcian.

– To rdzeń manipulacji czarnym światłem. Zamiast go niszczyć, wpiąłem go bezpośrednio w systemy celownicze Gorgony.

Modyfikacja okazała się strzałem w dziesiątkę. Frachtowiec zyskał nie tylko lepsze maskowanie, ale jego dotychczasowe działka laserowe mogły teraz generować wiązki antymaterii, zdolne do cichego przecinania najgrubszych pancerzy. Vespera patrzyła na te przygotowania, nerwowo ostrząc swój energetyczny topór. Zbliżał się moment wyrównania rachunków.

Martwy księżyc Nekros-3 był ponurym kawałkiem skały, na którym Syndykat Szarości wzniósł Fortecę Grobowców – silnie ufortyfikowany kompleks wojskowy, gdzie składowano skonfiskowaną broń i pancerze podbitych ras. To tutaj więziono dumę Karnifeksów.

Rozdział 8: Forteca Grobowców i Karmazynowy Odwet

Dzięki nowemu, zmodyfikowanemu napędowi czarnego światła, Gorgona podeszła do lądowania całkowicie poza radarem, prześlizgując się między ostrymi, bazaltowymi iglicami księżyca. Wyłączyli silniki w głębokim kraterze, tuż pod monolitycznymi, czarnymi murami fortecy.

– Mój lud nosił pancerze z karmazynowej stali, wykute w ogniu naszych ojczystych wulkanów – szepnęła Vespera, gdy szli ciemnym korytarzem technicznym, który Trix otworzył za pomocą kodów z Velvet-Prime. Jej lawendowe tatuaże pulsowały groźnie w mroku. – Szarzy odebrali nam je, żeby złamać naszego ducha. A ten, który nimi teraz zarządza…

– Gorgath – dokończył Jax, sprawdzając stan naładowania swojej cybernetycznej pięści. – Twój dawny generał.

– Zdrajca – syknęła wojowniczka. – Sprzedał nas za obietnicę nieśmiertelności i cybernetyczne zabawki.

Gdy wkroczyli do Głównego Arsenału – gigantycznej hali, w której pod sufitem wisiały tysiące sztuk karmazynowej broni – światła nagle rozbłysły krwawą czerwienią. Zamiast robotów, z górnych galerii zaczęli schodzić elitarni, ciężko opancerzeni gwardziści Syndykatu. Na środku sali, na podwyższeniu, czekał on.

Ilustracja 7

Gorgath był potężnym Karnifeksem, ale jego dawna, dumna postura została uwięziona w gigantycznym, mechanicznym pancerzu wspomaganym. Połowa jego rogów była spiłowana i zastąpiona stalowymi sensorami, a zamiast skrzydeł miał zamontowane ciężkie wyrzutnie rakietowe. Jego oczy płonęły zimnym, korporacyjnym błękitem.

– Vespera – zagrzmiał jego zmodyfikowany głos, odbijając się echem od ścian arsenału. – Przyszłaś po swoje zabawki? Spóźniłaś się. Ten lud należy teraz do Syndykatu. Są wydajni. Są posłuszni.

– Są niewolnikami, ty stary psie! – ryknęła Vespera.

Gorgath dał znak ręką i gwardia ruszyła do ataku. Sala zamieniła się w regularne pole bitwy.

Cindy natychmiast skoczyła w bok, uderzając w struny syntezatora. Jej „Neonowy Rozbłysk Basowy” stworzył falę uderzeniową, która rozrzuciła pierwszą linię napastników, a różowe, krystaliczne bariery blokowały strzały plazmowe z galerii. Jax i Trix działali w pełnej synchronizacji – lis zdalnie przejmował kontrolę nad mechanicznymi podnośnikami, zrzucając tony zmagazynowanego sprzętu na głowy wrogów, podczas gdy Jax swoim polem magnetycznym wyrywał karabiny z rąk gwardzistów i miażdżył ich pancerze.

Vespera nie patrzyła na resztę. Rozwinęła swoje potężne, czarne skrzydła i z głośnym rykiem wzbiła się w powietrze, lecąc prosto na Gorgatha.

Zdrajca uniósł swoje gigantyczne, mechaniczne działo i wystrzelił serię ciężkich pocisków kinetycznych. Vespera zrobiła ciasny zwrot w powietrzu, ale jeden z pocisków drasnął jej ramię, rozrywając skórę. Wojowniczka nawet nie drgnęła. Wylądowała na podwyższeniu z impetem meteoru, spuszczając swój energetyczny topór prosto na głowę zdrajcy.

Gorgath zablokował cios potężnymi, stalowymi przedramionami. Siła uderzenia była tak wielka, że metalowa platforma pod ich stopami wygięła się w łuk.

– Jesteś słaba, Vespera! – zakpił Gorgath, odpychając ją z siłą serwomotorów. – Moje ciało nie zna bólu! Jestem ulepszony!

Wystrzelił z ramienia rakietę krótkiego zasięgu. Eksplozja odrzuciła Vesperę na ścianę arsenału. Jej topór wypadł z rąk, z brzękiem lądując kilka metrów dalej. Gorgath kroczył w jej stronę, a jego ciężkie, mechaniczne buty dudniły o podłogę. Uniósł działo, celując w jej głowę.

– Koniec tej rewolucji – stwierdził zimno.

Cindy zauważyła to z dołu. Chciała posłać krystaliczną barierę, ale Vespera krzyknęła przez interkom:

– Nie wtrącaj się, różowa! To moja walka!

Wojowniczka powoli wstała. Krew Karnifeksów, gęsta i fioletowa, kapała z jej ramienia na podłogę arsenału. Ale jej karmazynowe tatuaże nie zgasły – wręcz przeciwnie, zaczęły płonąć tak jasnym, oślepiającym blaskiem, że matowy pancerz Gorgatha zaczął się nagrzewać. Vespera nie potrzebowała topora. Sięgnęła głęboko do starożytnej, wulkanicznej furii swojej rasy, której Syndykat nigdy nie potrafił zrozumieć ani skatalogować.

– Ulepszony? – splunęła Vespera, a w jej oczach pojawił się czysty, dziki ogień. – Wyciąłeś swoje serce i zastąpiłeś je baterią, Gorgath. Zapomniałeś, skąd czerpiemy siłę.

Zanim zdrajca zdążył nacisnąć spust, Vespera skoczyła do przodu z szybkością błyskawicy. Uniknęła strzału, wbiła się pod jego prawe ramię i z potężnym rykiem uderzyła go gołą pięścią prosto w centralny rdzeń zasilający na piersi. Siła jej czystej, biologicznej furii, wsparta karmazynową energią tatuaży, przebiła grubą, tytanową płytę pancerza.

Gorgath zakrztusił się olejem. Słysząc trzask pękających serwomotorów, Vespera chwyciła go za spiłowane, stalowe rogi, uniosła jego potężne, kilkusetkilogramowe mechaniczne ciało nad głowę i z całej siły cisnęła nim o kant metalowej platformy.

Pancerz zdrajcy eksplodował snopem iskier i czarnego dymu. Systemy wspomagające padły, a robotyczne odnóża Gorgatha zaczęły bezwładnie drżeć. Leżał na ziemi, pokonany, bezsilny i odarty z korporacyjnej potęgi.

Vespera podeszła powoli, podniosła swój topór i oparła jego ostrze tuż przy jego gardle.

– Twój Syndykat zaraz spłonie, generale – powiedziała cicho, ale z lodowatą pewnością. – A ty zostaniesz tu, w tych grobowcach, jako pamiątka po tym, co dzieje się ze zdrajcami.

Odrzuciła go na bok, po czym podeszła do głównego panelu sterowania arsenałem. Jednym potężnym uderzeniem pięści rozbiła szklaną osłonę i pociągnęła za dźwignię awaryjnego zwolnienia blokad.

Wszystkie stojaki i uchwyty w hali otworzyły się jednocześnie. Tysiące sztuk karmazynowej broni i pancerzy zsunęły się na dół, gotowe do załadunku. Wojska sojuszu właśnie zyskały swoje najpotężniejsze, legendarne wyposażenie.

Cindy podeszła do Vespery, poprawiając swoje geometryczne okulary, a na jej ustach wykwitł szeroki uśmiech.

– Mówiłam, że zrobisz tu porządne show.

Vespera otarła fioletową krew z twarzy i po raz pierwszy uśmiechnęła się szeroko, ukazując kły.

– To była tylko rozgrzewka, różowa. Teraz czas na główne danie.

Jax podszedł do nich, trzymając w ręku datapad połączony z nadajnikiem Gorgony.

– Ekipa, zbierajcie co się da. Trix właśnie odebrał zakodowaną wiadomość z rubieży sektora. Sektor stoczniowy na Cementii postawiono w stan pełnej gotowości bojowej. Rada Nadzorcza wie, że idziemy. Zgromadzili tam wszystko, co mają.

Cindy spojrzała na zebrany arsenał, a potem na swoich przyjaciół. Byli gotowi. Byli silniejsi niż kiedykolwiek.

– Niech gromadzą – powiedziała dumnie. – Nasza armia ma już maskowanie, kody i najlepszą stal w galaktyce. Ruszamy prosto na Cementię.

Rozdział 9: Cienie nad Cementią i Zimny Prysznic

Planeta-fabryka Cementia była przerażającym monumentem totalnej unifikacji. Zamiast oceanów i kontynentów, jej powierzchnię w całości pokrywały warstwy matowoszarej stali, gigantycznych kominów przemysłowych i kilkunastoetapowych taśm produkcyjnych, które bezustannie wypluwały nowe kadłuby niszczycieli. Nad planetą wisiał monstrualny, orbitalny pierścień stoczniowy, otoczony gęstą siecią pól magnetycznych i radarów kwantowych.

Dzięki nowo zmodyfikowanemu napędowi czarnego światła oraz technologii hydro-optycznej Cyber-Aquarii, Gorgona podeszła do stoczni niczym niewidzialna drobina pyłu. Ruch w tym sektorze był gigantyczny – tysiące transportowców Syndykatu krążyło między dokami, co ułatwiło załodze ukrycie swojej sygnatury cieplnej.

Jax precyzyjnie wprowadził frachtowiec w nieużywany, techniczny dok serwisowy pod platformą konstrukcyjną numer 13.

– Dobra, załoga, słuchać uważnie – odezwał się Jax, gasząc reaktory i przełączając statek na zasilanie awaryjne. Jego czworo oczu błyszczało w półmroku kokpitu. – Jesteśmy w jaskini lwa. Wchodzimy, pobieramy plany rozmieszczenia floty, skanujemy ich ostateczną broń i spadamy. Zero otwartej walki, jasne?

Vespera, poprawiając paski swojego nowego, karmazynowego pancerza, tylko mruknęła pod nosem, ale skinęła głową. Trix zamontował swój datapad na przedramieniu, a Cindy sprawdziła poziom naładowania syntezatora – ukryła go pod specjalnym, maskującym płaszczem z włókien węglowych.

Ruszyli wąskimi, surowymi tunelami technicznymi, biegnącymi tuż pod gigantyczną halą montażową. Przez kraty wentylacyjne widzieli tysiące robotów pracujących w idealnej, przerażającej synchronizacji. Żadnych rozmów, żadnej muzyki – tylko monotonne stukanie młotów hydraulicznych i syk spawarek plazmowych.

– Mainframe stoczni jest trzy poziomy wyżej – szepnął Trix, zatrzymując się przy rozdzielnicy kablowej. Jego uszy Aero-Vulpis obróciły się gwałtownie. – Czekajcie… sygnały w sieci są nienaturalnie gęste. Coś tu budują. Coś wielkiego.

Przemknęli przez korytarze personelu technicznego, eliminując pojedyncze roboty patrolowe za pomocą magnetycznego klucza Jaxa i sonicznych, cichych impulsów z syntezatora Cindy. Gdy w końcu dotarli do głównej galerii obserwacyjnej sektora Alfa, zamarli. Prawdziwa skala potęgi Syndykatu uderzyła ich prosto w twarz.

Ilustracja 3

Przed nimi, w gigantycznym suchym doku o długości kilkunastu kilometrów, unosił się szkielet potężnego okrętu flagowego. Był to „Monolit” – superniszczyciel klasy Gedeon, zdolny samodzielnie spacyfikować cały układ gwiezdny. Okręt nie posiadał tradycyjnych osłon. Jego kadłub pokrywały tysiące emiterów nowej technologii: Polaryzatora Anty-Materii, który z łatwością zneutralizowałby każdą różową barierę Cindy, a działa magnetyczne potrafiłyby rozerwać flotę Karnifeksów, zanim te w ogóle weszłyby w zasięg skutecznego strzału.

– O cholera… – wykrztusił Trix, a jego trzy ogony opadły z przerażenia, gdy jego datapad zaczął analizować specyfikację techniczną okrętu. – Te osłony… one adaptują się do każdej znanej częstotliwości energetycznej w galaktyce. Nasz sojusz rozpadnie się na kawałki, jeśli spróbujemy uderzyć na to wprost.

– Trix ma rację – dodał Jax, a jego skórzasta twarz stężała. – Ich systemy namierzania kwantowego wykryją maskowanie Cyber-Aquarii w ułamku sekundy, gdy tylko otworzymy ogień. Syndykat nie tylko przygotował się na nasz atak. Oni zbudowali na nas idealną pułapkę.

Vespera zacisnęła dłonie na rękojeści topora, ale jej karmazynowe tatuaże nie rozbłysły furią. Nawet ona rozumiała, że surowa siła piechoty Karnifeksów na nic się nie zda przeciwko okrętowi, który potrafi obracać całe asteroidy w pył jednym strzałem.

– Musimy się wycofać – powiedziała cicho Cindy, a jej geometryczne okulary wyświetliły czerwone ostrzeżenia o przeciążeniu taktycznym. Jej głos stracił dotychczasową zuchwałość. – Jeśli teraz wezwiemy naszą armię do ataku, poprowadzimy tych wszystkich ludzi na rzeź. Rekonkwista skończy się, zanim na dobre się zacznie.

– Ktoś tu mówił o wycofywaniu się? – rozległ się głęboki, basowy głos z głośników nad ich głowami.

Z sufitu galerii opuściły się ciężkie, stalowe grodzie, odcinając drogę powrotną do tuneli. Z cienia na końcu korytarza wyłoniła się wysoka postać w idealnie skrojonym, czarnym mundurze. To był Wiceprezes Kaelen-Voss, szef sztabu militarnego Syndykatu Szarości, a za nim kroczyły dziesiątki elitarnych robotów z działami plazmowymi.

Ilustracja 2

– Cind’ara. Naprawdę myślałaś, że wasz mały, kolorowy bunt ma jakiekolwiek szanse z potęgą matematycznej unifikacji? – zapytał z lodowatym uśmiechem Voss. – Wasz rajd zwiadowczy dobiegł końca. Zostaniecie zutylizowani jako odpady poprodukcyjne.

Strażnicy otworzyli ogień. Sala eksplodowała serią plazmowych wybuchów.

To nie była walka o zwycięstwo – to była desperacka walka o przetrwanie. Jax natychmiast rzucił się do przodu, aktywując całą zgromadzoną energię w swojej cybernetycznej ręce, tworząc potężną tarczę magnetyczną, która z trudem blokowała salwy ciężkich dział robotów. Metal na jego ramieniu zaczął niebezpiecznie syczeć i przegrzewać się pod naporem energii.

– Trix, szukaj wyjścia awaryjnego! Nie utrzymam tego długo! – ryknął Ouroborianin.

Trix, skacząc pod gradem iskier, dopadł do awaryjnego włazu zrzutu odpadów przemysłowych. Palce małego lisa latały po klawiaturze serwisowej, szukając manualnego otwarcia rygli.

Cindy i Vespera stworzyły osłonę taktyczną. Wojowniczka swoimi potężnymi skrzydłami zasłaniała Trixa przed odłamkami stali, podczas gdy Cindy zagrała agresywną, rwącą się solówkę na syntezatorze, tworząc krystaliczne platformy, które na chwilę dezorientowały systemy celownicze robotów Vossa. Jednak jej moc fotonowa, pod wpływem bliskości emiterów anty-materii z suchego doku, była wyraźnie słabsza. Kryształy pękały znacznie szybciej niż zwykle.

– Mam to! Skakać! – wrzasnął Trix, gdy ciężka, okrągła klapa w podłodze odskoczyła z głośnym sykiem.

Wszyscy czworo runęli w dół, wpadając prosto do gigantycznej rury zrzutowej, która prowadziła na niższe poziomy techniczne stoczni, tuż nad dokiem Gorgony. Za ich plecami rozległy się wybuchy granatów odłamkowych, którymi gwardia Vossa próbowała zablokować szyb.

Dzięki niesamowitemu manewrowi Jaxa, który w locie przechwycił spadającą Cindy i wyhamował ich pęd polem magnetycznym lewego ramienia, wpadli do kokpitu Gorgony poturbowani, brudni i cholernie przejęci tą lekcją. Silniki frachtowca zaryczały pełną mocą, a system maskowania fazowego – na skraju wytrzymałości – zdołał wyciągnąć ich z przestrzeni Cementii, zanim myśliwce Syndykatu zaryglowały sektor.

Kilka godzin później, w bezpiecznej próżni głębokiego kosmosu, na pokładzie Gorgony panowała grobowa cisza. Nikt nie pił kawy, nikt nie żartował.

Na środku stołu holograficznego pulsował trójwymiarowy model superniszczyciela „Monolit”. Dane zebrane przez Trixa były bezlitosne.

– Są za silni – odezwał się Trix, opierając głowę o stół. Jego uszy były oklapnięte. – Nasz sojusz ma flotę, ma stal i odwagę. Ale przeciwko temu okrętowi jesteśmy tylko tarczą strzelniczą.

Vespera siedziała w kącie, czyszcząc swój topór, ale jej ruchy były wolne, pozbawione dotychczasowej dynamiki. Spojrzała na Jaxa, którego cybernetyczna ręka była poważnie nadpalona po osłanianiu załogi.

Cindy powoli podeszła do iluminatora, patrząc w nieskończoną pustkę wszechświata. Zsunęła geometryczne okulary, a jej opalowe oczy lśniły głębokim, analitycznym blaskiem. Ta porażka była zimnym prysznicem, ale nie złamała jej ducha – dała jej jasno do zrozumienia, czego im brakuje.

– Nie jesteśmy jeszcze gotowi na finał – powiedziała cicho, odwracając się do załogi. Jej głos odzyskał dawną stanowczość. – Syndykat wygrywa, bo ma absolutną przewagę technologiczną. „Monolit” to nie jest zwykły okręt. To serce ich systemu. Jeśli chcemy go zniszczyć, potrzebujemy czegoś, co wykracza poza ramy standardowej inżynierii galaktycznej. Potrzebujemy Rdzenia Harmonii – zaginionego artefaktu z serca mojej planety, o którym krążyły legendy w Domu Ametystu.

Jax spojrzał na nią dwoma górnymi oczami.

– Rdzeń Harmonii? Myślałem, że to tylko baśń dla dzieci z Glamourii, różowa.

– Tak samo jak ocalała z tej planety, która potrafi zamrażać światło – odparła Cindy z drapieżnym uśmiechem, a jej różowe włosy lekko zaiskrzyły. – Artefakt ukryto w mitycznym Sektorze Widmo, wewnątrz anomalii czarnej dziury Vortex-Omega. Tylko z jego pomocą możemy stworzyć impuls energetyczny, który całkowicie przeciąży polaryzatory „Monolitu” i da naszej armii szansę na równe starcie.

Vespera wstała, a jej karmazynowe tatuaże znów powoli zaczęły pulsować energią.

– A więc nasza Rekonkwista ma nowy cel. Szukamy tej zaginionej zabawki. Jax, obierz kurs na Sektor Widmo. Czas pokazać Syndykatowi, że nie tak łatwo nas skasować.

Rozdział 10: Horyzont Zdarzeń i Grobowiec Światła

Sektor Widmo nie bez powodu nosił swoją nazwę. W tym rejonie galaktyki standardowa astronawigacja była bezużyteczna. Czarna dziura Vortex-Omega zaginała nie tylko przestrzeń, ale i czas. Wokół jej potężnego, karmazynowo-czarnego dysku akrecyjnego wirowały miliony ton kosmicznego pyłu, zniszczonych asteroid i wraków statków, które miały nieszczęście podejść zbyt blisko horyzontu zdarzeń.

– Grawitacja rośnie o czterysta procent na minutę! – ryknął Jax, trzymając wolant czterema rękami. Na jego sękatej twarzy z kory wystąpiły głębokie bruzdy, a wszystkie cztery oczy płonęły czystą adrenaliną. – Kadłub Gorgony zaczyna trzeszczeć! Trix, gdzie są te cholerne współrzędne z Domu Ametystu?!

– Środek anomalii, tuż nad punktem bez powrotu! – odkrzyknął lis, kurczowo trzymając się konsoli. Jego trzy ogony zaplotły się wokół oparcia fotela, by nie wylecieć w powietrze. – Widzę sygnaturę! Coś tam jest! Wielka, sztuczna struktura, zablokowana w stacjonarnym punkcie lagrange'a czarnej dziury!

Ilustracja 1

Przez przednią szybę kokpitu załoga ujrzała niesamowity widok. W samym sercu niszczycielskiego wiru grawitacyjnego unosiła się Stacja Strażników Glamourii. Była to gigantyczna, geometryczna iglica wykonana z białego, krystalicznego materiału, który jakimś cudem opierał się potężnemu przyciąganiu czarnej dziury. Stacja była jednak ciemna. Jej dawne, lśniące neony zgasły wieki temu.

Jax, wykazując się szczytem swoich umiejętności pilotowania, wprowadził frachtowiec w dynamiczny poślizg grawitacyjny. Wykorzystał pęd wirujących asteroid jako tarczę i wbił się Gorgoną prosto w otwarty, dolny dok stacji, ryglując zaczepy magnetyczne w ułamku sekundy przed tym, jak siły pływowe czarnej dziury rozerwałyby statek.

Wnętrze Stacji Strażników było monumentalne i lodowate. Ściany z krystalicznego polimeru idealnie tłumiły ryk szalejącej na zewnątrz anomalii. Gdy Cindy postawiła stopę na białym pokładzie, znamię w kształcie błyskawicy na jej policzku rozbłysło jasnym, głębokim fioletem.

– Czuję to – szepnęła, a jej różowe włosy uniosły się lekko pod wpływem statycznej energii pomieszczenia. – Rdzeń Harmonii jest na wyciągnięcie ręki. Centralna iglica.

Ruszyli przed siebie. Vespera szła na przedzie z uniesionym toporem, badając wzrokiem monumentalne rzeźby starożytnych królów Glamourii. Nagle jednak krystaliczne ściany wokół nich zamrugały. Zamiast ciepłego blasku Cindy, stację zalało jaskrawe, czerwone światło awaryjne.

Z głębi korytarzy odezwał się niski, mechaniczny pomruk. Stacja Strażników nie była opuszczona – jej starożytne systemy obronne wciąż działały, zaprogramowane na niszczenie każdego, kto nie potrafił dowieść swojego pochodzenia z Domu Ametystu. Z nisz i krypt zaczęły wyłaniać się Pryzmatyczne Golemy – potężne, humanoidalne konstrukty z czystego, twardego jak diament białego kryształu. Zamiast rąk miały potężne soczewki skupiające światło.

– Pięknie, starożytne roboty mojej kumpeli próbują nas zabić! – warknęła Vespera, rozwijając skrzydła i rzucając się na pierwszego golema.

Jej energetyczny topór uderzył w kryształowe ramię konstrukcji, ale zamiast je przeciąć, karmazynowa energia została rozproszona i odbita pod kątem prostym, niemal trafiając Jaxa.

– Tradycyjna broń energetyczna na nic się tu nie zda! Oni pochłaniają i odbijają nasze wiązki! – wrzasnął Trix, skanując maszyny.

Golemy uniosły swoje soczewki. W stronę załogi wystrzeliły potężne, skoncentrowane wiązki białego lasera, które z łatwością przepalały metalowe elementy pancerza Jaxa. Ouroborianin z trudem blokował strzały swoją cybernetyczną ręką, która pod wpływem tak czystej energii zaczęła gwałtownie tracić stabilność magnetyczną.

Cindy natychmiast zrozumiała zagrożenie. Te golemy były lustrem. Jeśli walczyło się z nimi agresją i siłą, oddawały tę siłę z podwojoną mocą.

Ilustracja 16

– Vespera, Jax, cofnijcie się! – wydała rozkaz, wyskakując przed szereg.

Odłożyła syntezator na bok. Zamiast strzelać laserem, wyciągnęła puste dłonie przed siebie. Zamknęła opalowe oczy, skupiając się na kodzie genetycznym i unikatowej wibracji energetycznej, którą nosiła w swojej krwi jako ostatnia córka Glamourii. Zaczęła cicho śpiewać – starożytną, melodyjną pieśń Domu Ametystu, którą ojciec nucił jej przed katastrofą.

Jej ciało rozbłysło czystym, ciepłym, pulsującym fioletem. Światło to nie niosło ze sobą destrukcji – było zaproszeniem, kluczem dostępu.

Wiązki laserowe golemów, które miały ją rozerwać, nagle zwolniły. Gdy dotknęły fioletowej aury Cindy, ich czerwona, agresywna barwa zaczęła się zmieniać. Zamarły. Ich kryształowe ciała zaczęły rezonować z częstotliwością głosu dziewczyny, aż w końcu wszystkie jednocześnie opuściły swoje ramiona-soczewki i skłoniły się przed nią w głębokim ukłonie. Wrota do Sanktuarium na końcu korytarza rozsunęły się z cichym szmerem.

Wewnątrz Sanktuarium, na lewitującym postumencie magnetycznym, spoczywał Rdzeń Harmonii. Był to idealny, geometryczny ostrosłup z pulsującego, żywego kryształu, wewnątrz którego wirowała miniaturowa gwiazda o nieskończonej palecie barw.

Trix podszedł bliżej, a jego uszy drżały z emocji.– Specyfikacja energetyczna tego artefaktu wykracza poza skalę. Jeśli wepniemy to w emiter falowy Gorgony, stworzymy Impuls Harmonii, który na kilka minut całkowicie wyłączy polaryzatory anty-materii Syndykatu. Będą bezbronni jak puszki konserwowe.

Cindy ostrożnie wzięła Rdzeń w dłonie. W tym samym momencie cała stacja zatrzasnęła się potężnym wstrząsem. Grawitacja na zewnątrz gwałtownie skoczyła – czarna dziura Vortex-Omega zaczynała powoli wciągać stację w swój horyzont zdarzeń. Wrota hangaru zaczęły się deformować pod wpływem sił pływowych.

– Jax, uciekamy! Stacja się rozpada! – krzyknęła Vespera, łapiąc Trixa pod ramię.

Pędem ruszyli z powrotem do doku. Gorgona trzęsła się na wszystkich ryglach, a alarmy przeciążenia kadłuba wyły bez przerwy. Jax odpalił silniki, ale potężne przyciąganie czarnej dziury trzymało ich w miejscu niczym niewidzialna sieć. Silniki frachtowca wyły, ale statek nie potrafił ruszyć do przodu – centymetr po centymetrze byli wciągani w karmazynową otchłań.

– Potrzebujemy kopa energetycznego! Teraz, albo zginiemy tu wszyscy! – wrzasnął Jax.

Cindy natychmiast wbiegła do maszynowni. Bez wahania włożyła Rdzeń Harmonii bezpośrednio w główny konwerter plazmowy Jaxa.

BUM.

Przez systemy Gorgony przetoczyła się potężna, wielobarwna fala czystej energii gwiezdnej. Silniki frachtowca zamiast błękitnego ognia rzygnęły potężnym, tęczowym strumieniem hypernapędu. Statek dosłownie wystrzelił z doku niczym pocisk, przełamując barierę grawitacyjną czarnej dziury i w ułamku sekundy wskakując w bezpieczny tunel nadprzestrzenny. Stacja Strażników za ich plecami zniknęła na zawsze w paszczy Vortex-Omega.

Gdy wyszli z nadprzestrzeni w bezpiecznym, neutralnym sektorze, cała załoga osunęła się na fotele, ciężko dysząc. Ale na panelu głównym Gorgony, tuż obok wskaźnika paliwa, lśniła nowa kontrolka – w pełni zintegrowany, gotowy do użycia Rdzeń Harmonii.

Cindy założyła swoje geometryczne okulary, a na jej twarzy pojawił się ten sam drapieżny, pewny siebie uśmiech, od którego wszystko się zaczęło.

– No, moi drodzy – powiedziała, poprawiając neonowe włosy. – Mamy maskowanie, mamy armię, a teraz mamy klucz, który otworzy nam drzwi do ich ostatecznej broni.

Jax spojrzał na nią wszystkimi czterema oczami i uniósł swój metalowy kubek z kawą.

– Wygląda na to, różowa, że skończył się czas przygotowań.

Vespera uderzyła pięścią w dłoń, aż posypały się karmazynowe iskry.

– Następny przystanek: Cementia. I tym razem to my dyktujemy warunki.

Ilustracja 10
Tak jak obiecałem, oddaję w Wasze ręce i oczy rozdziały XI–XIII. Miłej lektury

Rozdział 11: Złamany Rytm i Gorzka Lekcja

Plan był bezbłędny w swojej symetrii. Kiedy zjednoczona armada Rekonkwisty wyszła z nadprzestrzeni na rubieżach systemu Cementii, niebo zafalowało od setek kadłubów. Na lewej flance lśniły niewidzialne zarysy fregat hydro-optycznych Cyber-Aquarii, gotowe do cięć chirurgicznych. Środek formacji zajmowały zardzewiałe, masywne niszczyciele Verdant, naszpikowane emiterami EMP. Tyły ubezpieczały dumne krążowniki Karnifeksów, których załogi płonęły wulkaniczną żądzą mordu.

W samym centrum tej potęgi sunęła Gorgona. W jej maszynowni pulsował Rdzeń Harmonii, połączony grubymi światłowodami z główną anteną nadawczą statku.

– Wszystkie systemy w zielonej strefie – zameldował Trix, którego trzy ogony drżały z podniecenia. Lis wklepywał ostatnie sekwencje synchronizacji. – Wystarczy, że zbliżymy się na odległość strzału taktycznego do „Monolitu”, a impuls zresetuje ich tarczę anty-materii.

Z głębi stoczni orbitalnych Syndykatu ruszyła szara chmara. Setki niszczycieli typu Gedeon formowały ścianę obronną, a pośród nich, niczym dryfujący kontynent, majaczył gigantyczny kadłub „Monolitu”.

Ilustracja 18

– Jax, celuj w lukę między awangardą a platformami przeładunkowymi! – zawołała Cindy, stojąc za fotelem pilota. Jej geometryczne okulary analizowały trajektorie setek pocisków. – Tam pole kwantowe ma najniższą gęstość!

I w tym momencie wszystko zaczęło się sypać.

Jax, skupiony na utrzymaniu frachtowca w ślepym punkcie radarów wroga, musiał podjąć decyzję w ułamku sekundy. Ekrany taktyczne nagle zamrugały. Skanery wykryły, że jedna z platform przeładunkowych Syndykatu, wypełniona po brzegi uwięzionymi cywilami rasy Ouroborian, dryfuje bezwładnie na linii ognia wrogich baterii. Ouroborianin, widząc zagrożenie dla swoich rodaków, odruchowo szarpnął za wolant. Cztery dłonie mechanika zareagowały szybciej niż chłodna kalkulacja.

– Jax, stój! To anomalia grawitacyjna! – wrzasnął Trix, ale było za późno.

Jax nie wziął pod uwagę jednego, fundamentalnego zjawiska, które w Sektorze Widmo było normą, ale tutaj – w pobliżu sztucznych megastruktur – działało destrukcyjnie: Efektu Echa Grawitacyjnego. Gigantyczny kadłub „Monolitu” wywoływał tak potężne ugięcie czasoprzestrzeni, że sensory Gorgony błędnie zinterpretowały pozycję platformy. Ruch Jaxa nie ocalił cywili – wprowadził całą formację sojuszu prosto w ukryte, dryfujące pole min grawitacyjno-fazowych, których obecności nikt z załogi nie zdołał wcześniej odczytać z czystych wykresów taktycznych.

Eksplozja była cicha, ale katastrofalna. Fala uderzeniowa min magnetycznych przetoczyła się przez armadę Rekonkwisty. Pola hydro-optyczne Cyber-Aquarii pękły niczym szklane bańki, wystawiając bezbronne fregaty na bezpośredni ogień niszczycieli Syndykatu. Jeden z potężnych krążowników Karnifeksów został rozerwany na dwoje, gdy grawitacyjny wir skręcił jego kadłub. Ciężkie lasery „Monolitu” natychmiast wycięły bezlitosną lukę w szeregach rewolucjonistów.

– Odwrót! Wszyscy wstecz! – ryczał Jax przez interkom, a z jego sękatej twarzy kapał pot. Cybernetyczna dłoń skakała po przełącznikach awaryjnych, gdy Gorgona trzęsła się pod naporem trafień.

Jedna trzecia floty Rekonkwisty przestała istnieć lub dryfowała jako bezwładne grobowce w ciągu zaledwie kilkudziesięciu sekund. Tylko dzięki barierze świetlnej, którą Cindy wygenerowała kosztem potwornego wycieńczenia organizmu, oraz osłonie czarnego światła z resztek cyberklona, niedobitki zdołały skoczyć w nadprzestrzeń. Szturm na Cementię zakończył się totalną klęską.

Gorgona oraz ocalałe, dymiące statki sojuszu wyszły z hiperprestrzeni w zapomnianym układzie na obrzeżach galaktyki. Schronieniem stała się Planeta Asphodel-6 – ponury, skalisty świat wiecznego zmierzchu, gdzie kwaśne deszcze bezustannie żłobiły głębokie kaniony w rdzawych skałach.

Frachtowiec wylądował z głośnym zgrzytem uszkodzonego podwozia na dnie jednego z takich kanionów. W maszynowni syczały poprzerywane przewody, a Rdzeń Harmonii pulsował słabym, przygaszonym blaskiem. Załoga musiała „wyleczyć rany” – zarówno te techniczne, jak i psychiczne.

W głównym kokpicie panowała atmosfera ciężka jak ołów. Jax siedział przy warsztacie, tępo wpatrując się w rozmontowane, nadpalone serwomotory swojego lewego ramienia. Cudem ocalałe z bitwy górne oczy miał przymknięte, a skóra z kory wydawała się wysuszona i krucha.

Nagle ciężki energetyczny topór Vespery uderzył w metalowy stół, centymetry od kubka Jaxa. Wojowniczka dyszała ciężko, a jej karmazynowe tatuaże pulsowały wściekłym, niekontrolowanym blaskiem. Jej wielkie, czarne skrzydła drżały w furii.

– Przez twoją słabość moi bracia płoną w próżni! – ryknęła Vespera, pochylając się nad mechanikiem, a jej kły były niebezpiecznie blisko jego twarzy. – Miałeś trzymać kurs! Sektor trzynasty był czysty! Twoja sentymentalna ucieczka w stronę zardzewiałej platformy kosztowała nas jedną trzecią armii! Jesteś tchórzem, Thorg! Zapomniałeś, jak się wygrywa bitwy!?

Jax nie odpowiedział. Nawet nie podniósł wzroku. Jego organiczna dłoń mocniej zacisnęła się na uszkodzonym kablu.

– Zamknij się, Vespera! – ostry, czysty głos Cindy przeciął kokpit niczym laser.

Dziewczyna podeszła do stołu, zdejmując geometryczne okulary. Jej twarz była blada z przemęczenia. Stanęła bezpośrednio między wściekłą Karnifeksą a milczącym Ouroborianinem.

– Nie waż się zwalać wszystkiego na niego – powiedziała cicho Cindy, a jej różowe włosy lekko zaiskrzyły. – Jax podjął decyzję opartą na tym, co widziały skanery. Każde z nas stało w tym kokpicie. Każde z nas patrzyło na te same ekrany taktyczne. I żadne z nas – ani ty, ani ja, ani Trix – nie wzięło pod uwagę, że Syndykat użyje pola masowego „Monolitu” do sztucznego zniekształcenia odczytów fotonicznych. Mogliśmy to przewidzieć. Wiedzieliśmy przecież, że ich nowa technologia opiera się na polaryzacji anty-materii, która zagina światło i fałszuje pozycję obiektów w przestrzeni! Ja powinnam to wiedzieć najlepiej, a milczałam!

– Cindy ma rację – odezwał się Trix z kąta pomieszczenia. Lis siedział ze spuszczonymi uszami, nerwowo owijając swoje trzy ogony wokół ramion. – Mój datapad miał dostęp do specyfikacji Gedeonów. Widziałem anomalie w kodzie kwantowym stoczni na Velvet-Prime, ale uznałem je za zwykłe szumy tła. Gdybym dokładniej przeanalizował tamte algorytmy, wiedzielibyśmy, że Syndykat potrafi tworzyć grawitacyjne miraże. Jax leciał na ślepo, bo my daliśmy mu fałszywe mapy. Wszyscy ponosimy za to odpowiedzialność.

Vespera spojrzała na lisa, potem na Cindy, a na koniec na zniszczone, dymiące ramię Jaxa. Jej pełna gniewu postawa zdawała się ustępować chłodnej obojętności, choć dłonie wciąż drżały na rękojeści topora.

Jax w końcu podniósł wzrok. Jego dolne oczy spojrzały na Cindy z głęboką, niemą wdzięcznością, po czym przeniósł wzrok na Vesperę.

– Twoi ludzie zginęli, bo popełniłem błąd nawigacyjny, Vespera – powiedział basowo, a jego chropowaty głos brzmiał staro. – Taka jest prawda. Ale jeśli chcesz rozliczyć się z Szarością, pomóż mi naprawić tę krypę. Syndykat myśli, że nas złamał. Szary Wiceprezes Voss pewnie już świętuje sukces na Cementii. Jeśli zostaniemy tu i zaczniemy się nawzajem wyrzynać, jego matematyka okaże się bezbłędna.

Wojowniczka milczała przez dłuższą chwilę. W końcu powoli wyciągnęła topór z blatu stołu i zarzuciła go na ramię.– Masz szczęście, że ta różowa potrafi solidnie rozewrzeć japę, mechaniku – mruknęła, odwracając się w stronę wyjścia do doków inżynieryjnych. – Idę pomóc partyzantom Verdant przy spawaniu zewnętrznych grodzi. Ale jeśli następnym razem skręcisz nie w tę stronę… sama odetnę ci te pozostałe ręce.

Gdy właz zatrzasnął się za Vesperą, w kokpicie zrobiło się odrobinę lżej. Cindy podeszła do Jaxa i położyła mu dłoń na organicznym ramieniu. Rdzeń Harmonii na panelu głównym, choć wciąż osłabiony, błysnął raz jeszcze – tym razem głębokim, ciepłym fioletem.

Rekonkwista dostała potężny cios, a jej armia krwawiła na martwym świecie Asphodel-6. Ale załoga Gorgony wciąż była jednością. A zraniony drapieżnik jest zawsze najgroźniejszy.

Rozdział 12: Kwaśny deszcz i dawne blizny

Asphodel-6 nie dawał wytchnienia. Kwaśny deszcz bębnił o poszycie Gorgony z monotonnym, syczącym złośliwie dźwiękiem. Zielonkawa woda żłobiła w rdzawych skałach kanionu głębokie bruzdy, a unoszące się nad ziemią opary siarki zmuszały wszystkich do noszenia masek filtracyjnych. Warunki do naprawy floty były katastrofalne. Każda iskra ze spawarki plazmowej natychmiast gasła w gęstym, wilgotnym powietrzu, a metal poddawany kwasowej korozji stawał się kruchy w oczach.

Na zewnątrz frachtowca, pod rozpiętą prowizorycznie brezentową osłoną, Jax walczył z siłownikami swojego lewego ramienia. Zardzewiała kora na jego klatce piersiowej była popękana, a chropowaty oddech mieszał się z sykiem ulatniającego się chłodziwa.

– Przewody fazowe są przeżarte – wycharczał Jax, odrzucając zniszczony klucz, który z brzękiem wpadł do kwasowej kałuży. – Jeśli nie znajdziemy czystego tytanu do uszczelnienia kolektorów plazmy, Gorgona nigdy więcej nie oderwie się od tych skał. O lądowaniu krążowników Karnifeksów nawet nie wspomnę. Ich pancerze dosłownie topnieją na tym deszczu.

Vespera stała obok, trzymając na ramieniu ciężką płytę grodziową, którą pomagała pasować. Jej czarne skrzydła były ciasno złożone, by chronić tatuaże przed żrącą wodą. Nie piekliła się już. W jej karmazynowych oczach zamiast fuzji gniewu tliło się ponure, pragmatyczne zmęczenie.

Cindy siedziała na stopniu rampy, czyszcząc z osadu sensory swojego syntezatora. Bez swoich geometrycznych okularów, w bladym świetle Asphodel-6, wyglądała zaskakująco krucho. Opalowe oczy dziewczyny straciły na chwilę swój jaskrawy blask, adaptując się do szarego, przygnębiającego krajobrazu planety.

Ilustracja 19

– Coś się zbliża – odezwał się nagle Trix. Lis wyskoczył z luku bagażowego, a jego trzy ogony były nastroszone i mokre od deszczu. W łapkach trzymał skaner częstotliwości. – Sygnatura cieplna jest organiczna, niska. Porusza się tunelem kanionu. Jeden obiekt.

Jax natychmiast uniósł magnetyczny karabin, a Vespera odłożyła płytę, sięgając po rękojeść topora. Stanęli w ciasnej formacji, blokując wejście na rampę.

Z gęstej, zielonkawej mgły siarkowej wyłoniła się niska, przygarbiona postać. Nosiła ciężkie, ponure łachmany zrobione z wielowarstwowych skór gadów odpornych na kwas, a jej twarz skrywała głęboka maska oddechowa z miedzianymi filtrami. Istota poruszała się na czterech trójpalczastych kończynach dolnych, podpierając się długą, metalową laską, która przy każdym kroku cicho stukała o rdzawą skałę.

Ilustracja 20

Gdy postać podeszła na odległość kilku metrów, powoli uniosła wolną kończynę, pokazując pustą dłoń. Drugą ręką zsunęła maskę filtrującą, ukazując twarz, jakiej nikt z załogi wcześniej nie widział.

Należała do rasy Saurian-Vaal – rzadkich, długowiecznych istot gadzich z obrzeży zbadane kosmosu, których skóra składała się z twardych, opalizujących łusek o głębokim, szmaragdowym odcieniu, niemal całkowicie odpornych na korozję chemiczną. Zamiast włosów, jej głowę zdobiły krótkie, kostne wyrostki przypominające koronę, a jej jedyne, wielkie, złote oko patrzyło na załogę z mieszaniną ironii i głębokiego smutku. Drugie oko było zastąpione starą, przestarzałą cybernetyczną soczewką, która cicho ostrzyła obraz.

– Jeśli zamierzacie we mnie strzelić, zróbcie to celnie – odezwał się starzec. Jego głos brzmiał jak tarcie dwóch kawałków granitu, ale polszczyzna była nienaganna, wręcz literacka. – Moje stare kości i tak ledwo znoszą tę wilgoć, a marnowanie amunicji magnetycznej na pustkowiu to kardynalny błąd logistyczny.

Jax powoli opuścił lufę, badając przybysza wzrokiem.– Kim jesteś, starcze? I co robisz w tym piekle?

– Nazywam się Kaelen-Zul – odparł dysydent, opierając się mocniej na lasce. – Choć w kartotekach Syndykatu Szarości figuruję jako „Anomalny Odpad Numer 0-13”. Walczyłem z tą korporacyjną plagą zanim wasi rodzice nauczyli się obsługiwać hipernapęd, młody Ouroborianinie. Byłem głównym strategiem Pierwszego Powstania na Rubinowych Układach. Kiedy przegraliśmy, a Syndykat zamienił moje domowe jaskinie w hurtownie baterii, uciekłem tutaj. Asphodel-6 jest uroczy. Nikczemna pogoda, zero zasięgu korporacyjnego holonetu i kwas, który skutecznie rozpuszcza drony szpiegowskie.

Zul spojrzał na płonący słabym światłem Rdzeń Harmonii wewnątrz statku, a jego złote oko rozbłysło mocniej.– Widziałem waszą porażkę na orbicie Cementii przez mój stary teleskop orbitalny. Dobry zamysł, fatalne wykonanie. Zapomnieliście o adaptacji polaryzacyjnej. Standardowy grzech młodych rewolucjonistów.

Trix wyszedł przed Jaxa, wciąż trzymając skaner.– Znasz się na architekturze „Monolitu”?

Zul zaśmiał się cicho, co brzmiało jak chrobotanie żwiru.– Chłopcze, ja pomogłem zaprojektować pierwsze matryce teoretyczne dla osłon anty-materii, zanim Syndykat ukradł moje badania i uznał mnie za zdrajcę systemu. Wiem o nich wszystko. I wiem, że w tych warunkach wasze statki za dwa dni zamienią się w stertę rdzawego błota.

Gadzki starzec obrócił się na swoich czterech nogach i wska-zał laską w głąb kanionu.

– Kilometr stąd, pod bazaltową płytą, mam ukrytą starą bazę techniczną. Jest sucho, mam zapasy czystego tytanu i filtry, które neutralizują ten cholerny kwas. Jeśli chcecie przeżyć i dowiedzieć się, jak ominąć grawitacyjne miraże Vossa, sugeruję, żebyście zabrali swoje graty i ruszyli za mną. No, chyba że wolicie dalej rdzewieć w tym urokliwym rowie.

Cindy wstała ze stopnia rampy i założyła swoje geometryczne okulary. Na jej twarzy, po raz pierwszy od czasu klęski pod Cementią, pojawił się cień dawnego, drapieżnego uśmiechu.

– Jax, pakujemy warsztat – powiedziała, a jej neonowe włosy błysnęły ciepłym fioletem. – Wygląda na to, że wszechświat dał nam najlepszego mechanika zeszłego stulecia.

Załoga Gorgony wraz z ocalałymi robotnikami Verdant zaczęła zbierać ocalały sprzęt. Pierwszy raz od wielu dni krew nie lała się strumieniami, a ryk silników zastąpił spokojny, miarowy marsz w głąb bezpiecznych podziemi Asphodel-6. Rekonkwista nie umarła – po prostu zeszła pod ziemię, by uczyć się od mistrza starej daty.

Rozdział 13: Stara szkoła i podziemny ogień

Podziemny schron Kaelen-Zula był inżynieryjnym majstersztykiem, wciśniętym głęboko w bazaltowe serce Asphodel-6. Gdy ciężkie, potrójne śluzy ciśnieniowe zatrzasnęły się za Gorgoną, kwaśny ryk deszczu wreszcie ucichł. Zastąpił go niski, miarowy pomruk filtrów geotermalnych i ciepłe, suche powietrze, które pachniało kalofonią, stopionym tytanem i starą technologią.

Baza starca przypominała gigantyczną jaskinię przekształconą w laboratorium. Na dziesiątkach metalowych regałów spoczywały setki sprawnych kondensatorów, precyzyjnych emiterów i płyt pancerza z czystego tytanu, których Jax tak rozpaczliwie potrzebował.

– No, nie stójcie tak, jakby wam serwomotory zardzewiały – mruknął Zul, odkładając swoją laskę i zdejmując skórzane łachmany. – Mamy mnóstwo pracy, a wasza dotychczasowa wiedza o polaryzacji anty-materii nadaje się co najwyżej do zasilania domowych mikserów.

Przez kolejne trzy dni schron zamienił się w wielki, międzygalaktyczny warsztat.

Pierwszym zadaniem była rehabilitacja Jaxa. Starzec Saurian-Vaal osobiście nadzorował naprawę jego ramienia. Wyciągnął ze swoich zapasów rzadki, przedwojenny procesor sprzężenia zwrotnego. Wspólnie z robotnikami Verdant wszczepili go w cybernetyczną strukturę Ouroborianina, łącząc organiczną tkankę przypominającą korę z nowymi, tytanowymi siłownikami. Gdy Jax zacisnął nową dłoń, nie było już słychać niebezpiecznego syku chłodziwa. Ramię działało z chirurgiczną precyzją, a jego pole magnetyczne zyskało idealną stabilność.

W tym samym czasie w centralnej części warsztatu Trix i Zul toczyli całonocne debaty nad stołem holograficznym. Początkowo przemądrzały lis próbował imponować starcowi nowymi linijkami kodu, ale Zul szybko sprowadził go na ziemię, pokazując, jak Syndykat oszukuje sensory kwantowe.

– Słuchaj uważnie, młody – chrypiał Zul, wskazując trójpalczastą dłonią na trójwymiarowy model superniszczyciela „Monolit”. – Ich grawitacyjne miraże, które was zgubiły pod Cementią, nie są generowane przez tarcze. To anomalie wywoływane przez modulację częstotliwości fazowych w samych działach. Jeśli chcecie je przejrzeć, Rdzeń Harmonii nie może po prostu wysyłać impulsu na oślep. Musicie przepuścić jego energię przez synchroniczny filtr polaryzacyjny.

Trix momentalnie złapał za datapad, a jego trzy ogony zafalowały z zachwytu.– Rozumiem! Jeśli zintegrujemy Rdzeń Harmonii z emiterem fazowym Gorgony w taki sposób, impuls nie tylko wyłączy tarcze „Monolitu”, ale najpierw całkowicie rozproszony grawitacyjne fantomy. Zobaczymy ich prawdziwą pozycję w ułamku sekundy!

– No... nareszcie zacząłeś myśleć, zamiast tylko stukać w tę swoją zabawkę – mruknął z uznaniem starzec.

Cindy i Vespera pracowały nad dostrojeniem broni osobistej. Z pomocą technologii Zula, laserowy syntezator Cindy zyskał stabilizator kwarcowy. Teraz jej różowe kryształy fotonowe nie pękały pod wpływem bliskości anty-materii – były na nią uodpornione, zachowując diamentową twardość w każdych warunkach. Vespera z kolei z dumą patrzyła, jak rzemieślnicy Verdant montują na jej energetycznym toporze dodatkowe ogniwa indukcyjne z tytanowych zapasów starca.

Czwartego dnia, gdy flota Rekonkwisty była wreszcie w pełni połatana, a Gorgona lśniła nowymi, tytanowymi wzmocnieniami kadłuba, spokój podziemia został brutalnie przerwany.

ALARM. NARUSZENIE PERYMETRU TRZECIEGO.

Czerwone światła awaryjne zalały bazę Zula. Na głównym monitorze pojawił się obraz z kamer zewnętrznych w kanionie. Syndykat Szarości zdołał ich namierzyć. Wiceprezes Voss, zdeterminowany, by dokończyć czystkę, wysłał na Asphodel-6 elitarny oddział komandosów-widm – zaawansowanych technologicznie robotów infiltrujących, które nie potrzebowały statków, lecz zrzucały się bezpośrednio z orbity w kapsułach kinetycznych.

Ilustracja 21

Trzy takie kapsuły przebiły się przez sufit bocznej galerii schronu, zasypując warsztat gradem skał. Z dymu wyłoniły się smukłe, czarne maszyny z podwójnymi ostrzami termicznymi zamiast dłoni. Ich zadaniem była całkowita likwidacja bazy i jej mieszkańców.

Jeden z komandosów-widm, poruszający się z przerażającą prędkością, ruszył prosto na Zula, który stał bezbronny przy głównej konsoli danych.

– Zul, padnij! – ryknęła Vespera.

Wojowniczka rozwinęła swoje wielkie, czarne skrzydła i z nowo naładowanym toporem rzuciła się na napastnika. Cięcie było potężne – dodatkowe ogniwa indukcyjne wyzwoliły taką ilość karmazynowej energii, że czarny pancerz robota dosłownie wyparował, a maszyna runęła na ziemię rozcięta na dwoje.

Pozostałe dwa roboty otworzyły ogień zaporowy z wbudowanych w korpusy działek igłowych. Jax natychmiast wyskoczył przed Trixa. Jego nowo naprawiona cybernetyczna ręka wygenerowała pole magnetyczne o tak idealnej gęstości, że setki stalowych igieł zatrzymały się w powietrzu, po czym z potężnym świstem zostały odrzucone z powrotem w stronę napastników, dziurawiąc ich systemy optyczne.

Ostatni z komandosów próbował odpalić ładunek termobarczny, by wysadzić konsolę z unikatowymi badaniami Zula. Cindy była jednak szybsza. Zrobiła płynny wślizg w swoich wielkich butach na platformie, unosząc syntezator. Uderzyła w czysty, wysoki akord. Jej zmodernizowana moc fotonowa zmaterializowała wokół robota idealną, krystaliczną sferę. Gdy ładunek wybuchł, cała siła eksplozji została zamknięta wewnątrz nienaruszonego, różowego diamentu, nie wyrządzając nikomu krzywdy. Sekundę później robot rozpadł się pod wpływem własnego ciśnienia.

W warsztacie znów zapadła cisza, przerywana jedynie sykiem zniszczonych maszyn. Zul stał przy konsoli, ciężko dysząc, a jego jedyne złote oko patrzyło na zniszczony sufit schronu.

– Wykryli moją sygnaturę – powiedział cicho starzec, a jego głos brzmiał smutniej niż zwykle. – Ta baza nie jest już bezpieczna. Następna fala zmiecie to miejsce z powierzchni planety. Moje wieloletnie schronienie przestało istnieć.

Jax podszedł do Saurian-Vaala i położył swoją wielką, sękatą dłoń na jego ramieniu.– Syndykat zabrał ci dom po raz drugi, stary. Ale tym razem nie musisz uciekać sam. Gorgona ma mnóstwo miejsca, a my potrzebujemy najlepszego stratega zeszłego stulecia w naszym kokpicie. Jeśli zostaniesz, wymażą cię z systemu. Jeśli polecisz z nami, zobaczysz, jak ich matematyka legnie w gruzach.

Zul spojrzał na Jaxa, potem na Trixa, który z uśmiechem trzymał w łapkach spakowany dysk z jego badaniami, a na koniec na Cindy.

Dziewczyna zsunęła geometryczne okulary i mrugnęła do niego.– Panie profesorze, czas rzucić tę emeryturę w kwasie. Nasz sojusz potrzebuje kogoś, kto potrafi czytać między linijkami szarego kodu.

Gadzki starzec pokręcił głową, ale na jego szmaragdowej, łuskowatej twarzy pojawił się rzadki wyraz dumy. Chwycił swoją metalową laskę i wyprostował się na swoich czterech nogach.

– No dobrze, różowa. Zobaczmy, czy te wasze nowe zabawki faktycznie potrafią narobić takiego hałasu, jak obiecujecie. Pakuję moje unikatowe notatki. Ruszamy.

Włazy Gorgony zatrzasnęły się po raz kolejny, ale tym razem na pokładzie znajdował się umysł, który zniwelował ostatnią przewagę Syndykatu. Rekonkwista opuściła Asphodel-6 z podniesioną głową, w pełni naprawiona i gotowa do powrotu pod Cementię. Ostateczna bitwa o wszechświat właśnie zyskała swojego generała.

W pocie czoła pracuję nad dalszą częścią przygód Cind’ary z Domu Ametystu i Jej zabójczej paczki. Musicie jednak dać mi trochę czasu. Nie chcę Was zawieść.